
Wrocławscy śledczy badają okoliczności śmierci 16-latka, którego ciało wyłowiono z Odry.
Chłopak z Wałbrzycha zaginął po tym, jak odłączył się od znajomych, a monitoring zarejestrował jego samodzielne wejście do wody.
Wstępne ustalenia wskazują na utonięcie, ale co dokładnie doprowadziło do tragedii?
Nieumyślne spowodowanie śmierci – to kierunek śledztwa prowadzonego w związku z wyłowieniem z Odry we Wrocławiu ciała 16-latka. Mieszkaniec Wałbrzycha przyjechał do stolicy Dolnego Śląska z grupą znajomych 31 lipca, ale w nocy z czwartku na piątek na ul. Kościuszki odłączył się od nich i poszedł w nieznanym kierunku. Sprawa została następnie zgłoszona na policję, która wszczęła poszukiwania za chłopakiem. Działania służb zakończyły się w poniedziałek, 4 sierpnia, gdy ratownicy WOPR wraz z funkcjonariuszami policji wodnej wyłowili ciało zaginionego z Odry w sąsiedztwie elektrowni wodnej.
Rafał i Emil mieli po 15 lat. Utonęli w Bugu. Wstrząsająca relacja świadka tragedii
- Na tę chwilę nic nie wskazuje, by ktokolwiek przyczynił się do śmierci 16-latka – mówi w rozmowie z “Super Expressem” Jakub Dłubacz, prokurator rejonowy Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia Stare Miasto. – Dysponujemy nagraniem z kamer z monitoringu, z którego wynika, że chłopak wszedł do wody sam, ale na jego podstawie nie dowiemy się, czy to, co wydarzyło się później, to był nieszczęśliwy wypadek, czy inne zdarzenie. W środę odbyła się sekcja zwłok, ale jej wyniki, w tym wnioski z badań toksykologicznych i histopatologicznych, będą dostępne dopiero za kilka tygodni. Mogę dodać, że lekarz będący na miejscu znalezienia zwłok wskazał utonięcie jako wstępną przyczynę zgonu.
Jak dodaje prokurator, znajomi 16-latka, z którymi przyjechał do Wrocławia, nie zostali jeszcze przesłuchani.