
Miłość i nadzieja, odcinek 257: Gönül powie Zeynep i Feraye o swojej miłości do Bülenta Szokującej afery ciąg dalszy.W 257. odcinku tureckiej telenoweli Miłość i nadzieja czeka nas prawdziwa emocjonalna bomba! Gönül zdecyduje się wyjawić córce długo skrywaną prawdę o swoim romansie z Bülentem To wyznanie nie tylko wstrząśnie Zeynep, ale też doprowadzi do gwałtownej kłótni z Feraye Padną słowa, których nie da się cofnąć, a rodzinne sekrety zaczną wypływać na powierzchnię Atmosfera w domu będzie tak gęsta, że można ją będzie kroić nożem….Cisza, która zaległa w salonie Zeynep, nie była zwykłą ciszą

Nie była to ta błogosławiona pustka, która nastaje po dniu pełnym wrażeń, ani spokojne interludium między jedną rozmową a drugą Ta cisza była gęsta, ciężka i lepka, jak smoła, która powoli wlewa się w każdą szczelinę, wypełniając płuca i uniemożliwiając oddech Każda z trzech kobiet – Zeynep, Gönül i Feraye – czuła jej przytłaczający ciężar Siedziały w kruchym, wymuszonym trójkącie, a niewidzialne nici napięcia drgały między nimi tak mocno, że zdawało się, iż lada chwila pękną z ogłuszającym trzaskiem, raniąc odłamkami wszystkie wokółPowietrze pachniało jeszcze niedawno zaparzoną herbatą i resztkami nadziei na normalność Zeynep, w swoim naiwnym pragnieniu, by skleić to, co pęknięte, zaprosiła je obie, wierząc, że może, tylko może, uda im się znaleźć jakąś płaszczyznę porozumienia Chciała zobaczyć w nich nie tylko rywalki walczące o mężczyznę, ale matkę i… i żonę ojca, którego ledwo co poznała Chciała stworzyć iluzję rodziny, nawet jeśli ta iluzja była zbudowana na fundamentach z kłamstw i niedopowiedzeń Filiżanki na stoliku stygły, a ich wzorzysta porcelana zdawała się kpić z chaosu, który zaraz miał pochłonąć ten dom
To Gönül, jak zwykle, postanowiła pierwsza rzucić kamień w tę pozornie spokojną toń Jej twarz, naznaczona miesiącami spędzonymi w więzieniu i latami ukrywanego bólu, była maską pozornego spokoju Ale jej oczy, ciemne i głębokie, płonęły ogniem desperacji.
Wiedziała, że prawda jest bronią obosieczną, że raniąc innych, zrani również siebie i, co najgorsze, swoją córkę Ale nie widziała już innego wyjścia. Dłużej nie mogła dusić w sobie słów, które paliły ją od środka Spojrzała na Zeynep, a jej serce ścisnęło się z mieszaniny miłości i poczucia winy Ta dziewczyna była jej wszystkim, jej jedynym światłem w mroku. I to światło miała za chwilę narazić na zgaśnięcie – Zeynep, córeczko… – zaczęła cicho, a jej głos, choć opanowany, drżał na samej krawędzi – Są rzeczy, o których musisz wiedzieć.
Rzeczy, które próbowałam ukryć, myśląc, że cię w ten sposób chronię Ale milczenie… milczenie jest czasem gorsze niż najstraszniejsza prawda.Zeynep uniosła wzrok W jej oczach malowała się ostrożna ciekawość i lęk. Czuła, że nadciąga burza. Każdy nerw w jej ciele krzyczał, by uciekać, by zatkać uszy i nie słuchać Ale została. Ze względu na matkę.

Feraye, siedząca na drugim końcu kanapy, sztywna jak posąg, zmrużyła oczy Jej postawa emanowała ledwo skrywaną wrogością. Dla niej obecność Gönül w tym domu, tak blisko Zeynep, była jak sól na otwartą ranę Widziała w niej nie tylko byłą miłość swojego męża, ale uosobienie chaosu, który wtargnął w jej uporządkowane życie i zniszczył je bezpowrotnie – Co jeszcze chcesz jej powiedzieć, Gönül? – syknęła Feraye, nie mogąc się powstrzymać Jej głos był zimny jak lód. – Czy nie dość już namieszałaś w jej życiu?.
Gönül zignorowała ją Jej uwaga była w całości skupiona na córce.– Chodzi o Bülenta – powiedziała wprost, a samo wypowiedzenie tego imienia sprawiło, że atmosfera w pokoju stała się jeszcze bardziej naelektryzowana – I o to, jak wyszłam z więzienia.Zeynep zamarła. To był temat, do którego bała się wracać Cieszyła się wolnością matki, ale gdzieś w głębi duszy czuła, że ta wolność miała swoją cenę Cenę, której nikt nie chciał jej wyjawić.– Co masz na myśli? – szepnęła.Gönül wzięła głęboki oddech, jak pływak przed skokiem w lodowatą wodę
– Haldun… ten człowiek, który mnie obciążył… który kłamał w sądzie… zmienił swoje zeznania Ale nie zrobił tego bezinteresownie. Ktoś musiał mu za to zapłacić. I tym kimś był Bülent Cisza, która zapadła po tych słowach, była głośniejsza niż krzyk.
Zeynep patrzyła na matkę szeroko otwartymi oczami, próbując zrozumieć sens jej słów Bülent… jej ojciec… zapłacił za fałszywe zeznania? Zapłacił przestępcy, by uwolnić kobietę, z którą miał romans lata temu? To nie miało sensu A może miało go aż za dużo?.– Ale skąd… skąd miał pieniądze? – zapytała Zeynep, a jej umysł gorączkowo pracował – Przecież mówił, że jego firma ma problemy….Gönül spojrzała na nią ze smutkiem.
To była kolejna warstwa kłamstwa, którą musiała zedrzeć – Sprzedał gaj oliwny. Ten, który należał do waszej rodziny od pokoleń. Sprzedał go, żeby mnie wyciągnąć A potem… potem został moim adwokatem. Przejął całą sprawę.Feraye gwałtownie wstała Jej twarz poczerwieniała z wściekłości.– Kłamiesz! – krzyknęła, a jej opanowanie prysło jak bańka mydlana – Bülent nigdy by tego nie zrobił! To pamiątka po jego ojcu!.

– Och, naprawdę, Feraye? – Gönül po raz pierwszy odwróciła wzrok od córki i spojrzała na swoją rywalkę z jawną pogardą – Naprawdę tak mało znasz mężczyznę, z którym spędziłaś tyle lat? Zrobiłby wszystko I zrobił. Nie tylko to. Kiedy Ege próbował mi pomóc, kiedy chciał zaangażować swoich prawników, Bülent mu zabronił Kazał mu trzymać się z daleka. Chciał mieć mnie tylko dla siebie. Chciał być moim jedynym wybawcą Zeynep słuchała tego z rosnącym przerażeniem.
Obraz jej ojca, który dopiero co zaczęła sobie budować w głowie – obraz szlachetnego, choć nieszczęśliwego człowieka – rozpadał się na jej oczach Te słowa malowały portret kogoś zaborczego, manipulującego, działającego w tajemnicy przed wszystkimi – Bülent został moim obrońcą. Chronił mnie i kazał Egemu trzymać się z daleka – powtórzyła Gönül, tym razem patrząc prosto w oczy córki, jakby chciała wypalić w jej umyśle tę prawdę I wtedy w Zeynep coś pękło.
Smutek i szok ustąpiły miejsca fali gorzkiego, palącego gniewu To nie była tylko informacja. To brzmiało jak… jak trofeum. Jak chwalenie się zdobyczą – Przedstawiasz to jak swój sukces – wyrzuciła z siebie, a jej głos drżał z oburzenia Wstała, czując, że nie może dłużej siedzieć. Musiała się ruszyć, bo inaczej eksploduje Chodziła po pokoju, zaciskając dłonie w pięści. – Jakbyś była dumna z tego, że on sprzedał rodzinną ziemię! Że odsunął wujka Ege, który jako jedyny od początku próbował ci pomóc! Jakby to wszystko było jakąś romantyczną historią, a nie brudną, podłą intrygą!
– To nie tak! – Gönül również podniosła się z fotela, jej oczy zaszkliły się łzami – Zeynep, proszę, wysłuchaj mnie! Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nie jestem jedyną winną w tej historii! Wszyscy kłamali! Wszyscy coś ukrywali! Ja, Bülent, Feraye… Wszyscy nosimy część winy! – Jakiej winy?! – krzyknęła Zeynep.
– Ty siedziałaś w więzieniu! A on… on bawił się w twojego rycerza na białym koniu, niszcząc po drodze wszystko, co miało dla niego jakąkolwiek wartość? To nazywasz dzieleniem winy? – A co miałam zrobić?! – głos Gönül wzniósł się do krzyku rozpaczy. – Gnić w tej celi do końca życia? Pozwolić, żebyś została sama? On dał mi szansę! A kiedy wyszłam, kiedy nie miałam dokąd pójść, co zrobił? Zaoferował mi wasze stare mieszkanie To, w którym mieszkaliście z Feraye, zanim… zanim wszystko się zawaliło.
To wyznanie było jak cios obuchem Zeynep zatrzymała się w pół kroku. Mieszkanie. Ich stare mieszkanie. Miejsce, które kojarzyło jej się z dzieciństwem, z pozornym bezpieczeństwem, z czasami, kiedy jej największym problemem były szkolne zadania Jej ojciec oddał to mieszkanie kobiecie, dla której zostawił ich rodzinę.

To było coś więcej niż gest pomocy To był symbol. Deklaracja.Feraye stała z boku, blada jak ściana, z dłonią przyciśniętą do ust Każde słowo Gönül było jak kolejna szpila wbijana w jej serce.
Słuchała o tym, jak jej mąż, jej Bülent, kawałek po kawałku demontował ich wspólne życie, by z jego szczątków budować nowe gniazdo dla swojej dawnej miłości Czuła się upokorzona, odarta z godności, sprowadzona do roli widza we własnym dramacie Gönül widziała szok na twarzy córki i wiedziała, że musi iść za ciosem. Nie mogła się teraz zatrzymać Było już za późno na odwrót. Musiała zburzyć wszystko, by móc cokolwiek zbudować na nowo A może po prostu chciała, żeby jej ból stał się bólem wszystkich?.
– To nie wszystko, Zeynep – powiedziała, a jej głos znów stał się niebezpiecznie spokojny – Było coś jeszcze. Coś, co powinnaś wiedzieć.Zeynep odwróciła się powoli. Bała się tego, co usłyszy, ale jednocześnie jakaś mroczna część jej duszy chciała poznać całą prawdę, bez względu na to, jak bardzo będzie bolało Gönül spojrzała na Feraye z triumfem, a potem znów przeniosła wzrok na Zeynep.
– Pamiętasz tę noc, kilka tygodni temu? Kiedy Bülent nie wrócił do domu? – zapytała cicho Feraye wciągnęła gwałtownie powietrze, jakby ktoś zadał jej fizyczny cios. – Mówił wam pewnie, że miał pilną pracę, że musiał zostać w biurze Kłamał.Serce Zeynep zaczęło bić jak oszalałe. Pamiętała tę noc. Pamiętała zmartwioną minę Feraye i wymijające odpowiedzi ojca następnego dnia – Byłam wtedy chora – kontynuowała Gönül, a jej głos był miękki, niemal uwodzicielski, co czyniło jej słowa jeszcze bardziej okrutnymi – Miałam gorączkę, trzęsłam się z zimna. Zadzwoniłam do niego, nie wiem dlaczego… po prostu czułam się tak samotna
A on przyjechał. Został u mnie przez całą noc. Ugotował mi zupę. Rosół, taki jak gotowała moja matka Siedział przy moim łóżku, dopóki nie zasnęłam.Cisza.Tym razem była to cisza ostateczna Cisza, która zapada po wybuchu bomby, kiedy kurz jeszcze nie opadł, ale wszyscy wiedzą, że krajobraz zmienił się na zawsze Wspólna noc. Zupa. Troska.
Te proste, domowe obrazy były tysiąc razy gorsze niż wielkie dramaty o sprzedaży ziemi i prawniczych manewrach To była intymność. To była zdrada w najczystszej, najbardziej bolesnej postaci. To był dowód na to, że między jej matką a jej ojcem nie było tylko przeszłości i poczucia winy Było coś więcej. Coś, co wciąż żyło, oddychało i zatruwało wszystko wokół.To przelało czarę goryczy Zeynep poczuła, że się dusi.
Ściany pokoju zaczęły się do niej zbliżać, a twarze matki i Feraye wykrzywiały się w groteskowych grymasach Nie mogła dłużej słuchać. Nie mogła oddychać tym samym powietrzem co one.– Dosyć – szepnęła, a potem odwróciła się i rzuciła do drzwi Nie patrzyła za siebie. Słyszała za sobą okrzyk matki, swoje imię wypowiedziane z rozpaczą, ale nie zatrzymała się Wypadła na zewnątrz, w chłodne, wieczorne powietrze, i z trudem łapała oddech, jakby wynurzyła się z głębiny Oparła się o ścianę domu, czując szorstki tynk pod palcami.
Drżała na całym ciele Wyciągnęła z kieszeni telefon, jej palce niezdarnie szukały numeru. Wujek. Ege. Musiała usłyszeć jego głos Głos jedynej osoby, która wydawała jej się teraz stała i prawdziwa w tym świecie kłamstw Wybrała numer i przycisnęła telefon do ucha, modląc się, żeby odebrał.
W domu, który Zeynep opuściła w panice, dwie kobiety zostały same Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, który przypieczętował klęskę. Przez chwilę żadna z nich się nie odzywała Gönül stała pośrodku pokoju, drżąc, ale z wysoko uniesioną głową. Feraye patrzyła na nią z taką nienawiścią, że gdyby spojrzenia mogły zabijać, Gönül padłaby martwa na miejscu To Feraye pierwsza przerwała milczenie.
Jej głos był teraz niski, ochrypły, pełen jadu – Jesteś z siebie dumna? – wysyczała. – Patrz, co zrobiłaś. Zniszczyłaś ją.– Ja? – Gönül zaśmiała się gorzko Był to śmiech pozbawiony radości, dźwięk pękającego szkła. – Ja tylko powiedziałam prawdę Coś, czego ty nigdy nie miałaś odwagi zrobić.
– To nie prawda! To twoja brudna, samolubna wersja prawdy! – Feraye podeszła do niej o krok, a jej dłonie zacisnęły się w pięści Emanowała z niej furia tak czysta i potężna, że zdawało się, iż powietrze wokół niej drży – Intrygę tu prowadzisz… Przychodzisz do jej domu, udajesz skruszoną matkę, a potem wylewasz na nią wiadro pomyj, żeby tylko wbić mi nóż w plecy! Chcesz ją odzyskać, zatruwając jej umysł przeciwko mnie i Bülentowi! Gönül spojrzała jej prosto w oczy, nie cofając się ani o centymetr.
W jej spojrzeniu była stal – Intrygę?! – przerwała jej ostro, a jej głos nabrał siły.
– Ty śmiesz mówić o intrygach? Bülent przez miesiące ukrywał przed tobą, że w ogóle ma córkę! Mieszkałaś z mężczyzną, który przez cały ten czas nosił w sercu tajemnicę wielkości góry, a ty niczego nie widziałaś! A może nie chciałaś widzieć? Może tak było ci wygodniej, Feraye? Żyć w swojej złotej klatce, udając, że wszystko jest w porządku? – Doprowadzasz mnie do szaleństwa! – krzyknęła Feraye, łapiąc się za głowę. Czuła, że traci kontrolę, że ta kobieta rozbiera ją na części pierwsze, obnażając wszystkie jej lęki i słabości – Mówię tylko prawdę – odparła Gönül z niewzruszoną stanowczością. – Prawdę, której tak panicznie się boisz Bolało, gdy mówiłam o tej nocy, prawda? Bolało, gdy słyszałaś, że gotował mi zupę Bo wiesz, co to znaczy.
To znaczy, że jego serce nigdy tak naprawdę nie było twoje Byłaś tylko przystanią, bezpiecznym portem. Ale prawdziwy sztorm, prawdziwa namiętność… zawsze była gdzie indziej Każde słowo było jak policzek. Feraye poczuła, że łzy napływają jej do oczu, ale nie pozwoliła im popłynąć Nie da tej kobiecie satysfakcji.
– Jesteś podłą, zawistną kłamczuchą – wycedziła przez zaciśnięte zęby – On cię nie kocha. On czuje się winny. To wszystko. Poczucie winy i litość. A ty mylisz to z miłością, bo niczego innego w życiu nie masz! Boisz się, że stracisz Zeynep, że ona w końcu zobaczy, kim jesteś naprawdę, i dlatego próbujesz zniszczyć jej relację z ojcem! Gönül uśmiechnęła się smutno. To był okrutny, pełen bólu uśmiech.– Masz rację.
Boję się Codziennie budzę się z tym strachem i z nim zasypiam. Strach, że moja własna córka mnie znienawidzi, jest jak rak, który zżera mnie od środka Ale wiesz co, Feraye? Nie tylko ja się boję. Ty też.Podeszła bliżej, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu, który był gorszy niż krzyk – Ty boisz się jeszcze bardziej. Bo ja mogę stracić tylko jej miłość.
A ty możesz stracić wszystko Swoją pozycję, swoją godność, iluzję idealnej rodziny. Boisz się, że twoje dzieci, twoi synowie, dowiedzą się, kim naprawdę jest ich ojciec Że przez lata żył w kłamstwie. Że ma inną córkę, o której nigdy im nie powiedział Że odwrócą się od niego z pogardą. Tego się boisz, prawda?.
Feraye milczała, ale jej drżące wargi i przerażenie w oczach były odpowiedzią Gönül trafiła w samo sedno.– Więc nie mów mi o strachu – kontynuowała Gönül, a jej głos znów nabrał twardości – Obie jesteśmy kłamczuchami, Feraye. Obie okłamujemy Zeynep. Ja, bo boję się, że mnie odrzuci A ty… ty okłamujesz ją, bo boisz się, że prawda zniszczy twoją rodzinę.
I jeszcze jednego się boisz Zrobiła pauzę, by jej następne słowa uderzyły z całą mocą.– Wciąż liczysz na to, że on do ciebie wróci Prawda? Gdzieś tam, w głębi serca, wciąż masz nadzieję, że ten koszmar się skończy, że ja zniknę, a on pewnego dnia obudzi się i znów będzie tym samym Bülentem, za którego wyszłaś za mąż Ale to się nie stanie. I wiesz o tym.
Gönül spojrzała jej prosto w oczy, a w jej spojrzeniu nie było już triumfu, tylko bezbrzeżny smutek i zmęczenie – Więc proszę. Rzuć pierwszy kamień, jeśli jesteś bez winy. Powiedz jej. Powiedz Zeynep, że Bülent to jej ojciec Masz odwagę? Spójrz jej w oczy i powiedz jej największe kłamstwo jej życia. No, dalej Wyzwanie zawisło w powietrzu. Ciężkie i ostateczne. Feraye stała jak sparaliżowana, pokonana Gönül obnażyła ją całkowicie, zdarła z niej każdą warstwę obrony, zostawiając tylko drżącą, przerażoną kobietę, która straciła wszystko, a wciąż kurczowo trzymała się strzępów nadziei W pokoju znów zapadła cisza. Ale tym razem nie była pusta. Była wypełniona po brzegi niewypowiedzianymi słowami, złamanymi obietnicami i bolesną prawdą, która właśnie wypłynęła na powierzchnię
Na zewnątrz zapadał zmierzch. Dzień dobiegał końca, ale dla kobiet w tym domu noc dopiero się zaczynała Była to noc długich noży, noc, po której nic już nie miało być takie samo. Rodzinna afera, szokujący dramat, dopiero się rozpoczynał, a jego epicentrum znajdowało się w tym małym salonie, pośród stygnących filiżanek herbaty i roztrzaskanych luster dusz