
Zeynep udaje się uciec z domku letniskowego, jednak nie zdąża zajść daleko. Kilka minut później Halil zatrzymuje samochód tuż obok niej i wyskakuje z pojazdu.–Prędzej umrę, niż pozwolę ci zamienić moje życie w więzienie! – krzyczy Zeynep, próbując wyrwać się z jego uścisku.– Twoja babcia dzwoniła – mówi chłodno Halil. – Martwi się o ciebie. Wracamy. – Skinieniem głowy wskazuje samochód.Zeynep nie odpowiada. Po chwili zawahania otwiera drzwi i siada na miejscu pasażera.

***Gdy podjeżdżają pod farmę, na podjeździe dostrzegają policyjny radiowóz. Serce Zeynep przyspiesza. Zaniepokojeni wyskakują z auta.I wtedy widzą to.Merve, zakuta w kajdanki, jest właśnie prowadzona do radiowozu przez policjantkę. Jej oczy są pełne łez, a twarz – strachu i wstydu.– Siostro! – krzyczy rozpaczliwie Merve, wyciągając do niej ręce.Zeynep zamarza, a potem jej wzrok przeszywa Halila.– Powiedziałeś, że zapłaciłeś! – syczy przez zaciśnięte zęby. – Obiecałeś, że ją uratujesz! Myślałam, że zrobiłeś to dla mnie, ale ty… Ty mnie oszukałeś! Jesteś najobrzydliwszym kłamcą, jakiego znałam!

Wybucha płaczem, a jej głos drży od gniewu i zawodu.W tym samym momencie z rezydencji wybiegają domownicy. Ich spojrzenia pełne są szoku, gdy widzą Merve w kajdankach. Gulhan natychmiast podbiega do Tulay i obejmuje ją, gdy kobieta słania się na nogach. Pomaga jej wrócić do środka, wspierając jej roztrzęsione ciało.Tylko Songul stoi z boku, a na jej twarzy gości ledwo zauważalny, złośliwy uśmiech. Patrzy na odjeżdżający radiowóz z satysfakcją – jakby właśnie dokonało się coś, na co długo czekała.

***Po ostatnich problemach zdrowotnych Kiymet, Selma postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i osobiście zadbać o dietę teściowej. Podczas śniadania, gdy Kiymet sięga po patelnię z aromatycznym menemenem, Selma z błyskiem determinacji w oku podsuwa jej talerz wypełniony gotowanymi na parze brokułami i marchewką, plasterkami świeżego ogórka, natką pietruszki i ćwiartkami grejpfruta.– Córko… – mówi Kiymet, z niesmakiem marszcząc brwi. – Ale przecież nie da się żyć na samej trawie. W naszej wiosce takim zielskiem karmimy krowy!– Mamo, to nie „zielsko”, tylko bomba przeciwutleniaczy – odpowiada z uśmiechem Selma. – Samo zdrowie. Od dziś osobiście będę pilnować, co trafia na twój talerz. I nie pozwolę, żeby twoje ciśnienie znów poszybowało w górę.Kiymet wzdycha ciężko, patrząc z żalem na menemen, który ktoś inny właśnie nakłada sobie na chleb.Całe streszczenie w komentarzu.