
Wielkopolskie: Tragiczny wypadek na drodze. Maks zginął w drodze do szkoły
Do dramatycznego wypadku doszło 24 stycznia 2024 roku o godzinie 7 rano. Maks szedł na przystanek autobusowy, bo chciał dojechać do szkoły. Uczył się w pobliskiej szkole w Tarcach, w klasie logistycznej. Do przejścia miał niewiele. Gdy chciał przejść drogę, by bezpiecznie poczekać na autobus, doszło do dramatu.
Na pasach został potrącony przez kierowcę seata. To był dopiero jednak początek tragedii. Mężczyzna, który jechał seatem zatrzymał się, żeby od razu pomóc chłopakowi, ale… nigdzie nie mógł go znaleźć. Okazało się, że po uderzeniu przez pierwsze auto, Maks wpadł na drugi pas i musiał dostać się pod koła innego auta, ten przeciągnął chłopaka prawie 2 kilometry. Świadek, który jako pierwszy zauważył chłopaka leżącego przy drodze mówi, że Maksymilian oddychał i pluł krwią. Od razu wezwano do niego pomoc. Niestety, nastolatka nie udało się uratować. Maksymilian zmarł z połowu obrażeń wielonarządowych. Sekcja wykazała, że miał rozległy uraz głowy.
Przeczytaj więcej o sprawie: Maks chciał dojść do szkoły, zginął na drodze. Samochód ciągnął go przez prawie 2 km. “Wydaje mi się, że to zły sen”
– Kierowca drugiego samochodu nie zatrzymał się, nie udzielił pomocy mojemu synowi, wciąż nie mogę zrozumieć, jak można coś takiego zrobić – mówiła dziennikarce “Super Expressu” mama Maksa, Anita Langner. Nastolatek zmarł. Na pomoc dla niego było za późno…
Dalszy ciąg materiału znajduje się pod galerią ze zdjęciami
W jednym ze stawów znaleziono martwego nastolatka
Video Player is loading.PauseUnmute
Remaining TimeÂ-0:20Fullscreen
Tylko jeden kierowca odpowiedział za śmierć Maksa
Za śmierć Maksa odpowiedział na razie tylko to 56-letni mieszkaniec Jarocina, który feralnego dnia, jechał z nocnej zmiany w pracy do domu. Mężczyzna nie zauważył nastolatka na przejściu dla pieszych i spostrzegł go dopiero wtedy, gdy na jakąkolwiek reakcję było za późno.
– Opinie biegłych z ekspertyzy medycyny sądowej i rekonstrukcji, jak również opinia uzupełniająca, pozwoliły na jednoznaczne i kategoryczne ustalenie, że zakres obrażeń powstały po potrąceniu pokrzywdzonego przez pojazd oskarżonego skutkował powstaniem obrażeń ciała wypełniających znamiona występku ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jednocześnie biegli wskazali, że charakter i zakres obrażeń, których doznał pokrzywdzony, przede wszystkim ich rozległość, skutkowały niepewnymi, a wręcz złymi rokowaniami przejściowymi – nawet bez pogłębienia obrażeń na skutek przemieszczenia pokrzywdzonego przez inny, nieustalony pojazd – mówił prokurator Maciej Meller. Jak zaznacza Maciej Meler, biegli orzekli, że nie można jednoznacznie zawyrokować, który z samochodów doprowadził do zgonu Maksa. Wiadomo jednak, że obrażenia, jakich doznał po potrąceniu przez kierowcę seata, skutkował powstaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Dlatego – mimo nieodnalezienia drugiego auta i kierowcy – odpowiedział za wypadek. 56-latkowi za spowodowanie wypadku groziła kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Sędzia Sądu Rejonowego w Jarocinie, gdzie toczył się proces, nie miał wątpliwości. Kierowca seata jest winny. Mężczyzna został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.
Mama nastolatka oburzona. “Wierzę, że zwycięży sprawiedliwość”
Podkreślono, że wczesnym rankiem, 24 stycznia 2024 roku, gdy doszło do wypadku było jeszcze ciemno, a z nieba padał intensywnie deszcz. Sędzia Maciej Gruchalski był łagodny wobec kierowcy i nawet nie orzekł wobec mężczyzny zakazu prowadzenia pojazdów. – Na rodzaj i rozmiar orzeczonej kary wpływ miały m.in. nieumyślny charakter czynu oskarżonego, zaistnienie wypadku w bardzo trudnych warunkach pogodowych utrudniających kierującemu prawidłową reakcję, a także przyczynienie się pokrzywdzonego do zaistnienia wypadku – poinformował Tomasz Janiec, wiceprezes Sądu Rejonowego w Jarocinie.
Po wyroku mama Maksa nie kryła oburzenia. – To jest kpina – mówiła po wyjściu z sali dziennikarzom. – Rok, dwa w zawieszeniu co to jest za wyrok? Za zabicie psa się więcej dostaje u nas teraz w Polsce, a nie za zabicie człowieka – mówiła zrozpaczona kobieta, która dodaje, że kierowca drugiego auta wciąż jest poszukiwany. – Wierzę, że zwycięży sprawiedliwość – mówi na koniec Anita Langner.