
Miłość i nadzieja, odcinek 257: Melis w ciąży ukradnie dziecko? Nie pozwoli, by Zeynep była z Ege W 257 odcinku “Miłość i nadzieja” ciężarna Melis będzie bliska psychicznego obłędu?! Żona Ege złapała go na dziecko, rozdzieliła z Zeynep, zmusiła do ślubu, ale to jej nie wystarczy W głowie niezrównoważonej Melis zrodzi się kolejny chory plan. Jednego nie przewidzi, że ktoś nakryje ją na tym, jak szaleje z zazdrości o Ege, jak wmawia dziecku, swojej córeczce, że powinna nienawidzić Zeynep, bo ta chce odebrać jej ukochanego

Skąd nagle w 257 odcinku “Miłość i nadzieja” Melis weźmie dziecko? Komu zabierze córkę? Tylko jedna osoba, to zobaczy i pozna prawdę .W luksusowej rezydencji, gdzie każdy mebel lśnił nowością, a ogrody zdawały się być wyjęte z kart katalogu, powietrze było gęste i ciężkie Gęste od niewypowiedzianych słów, ciężkie od tłumionych emocji.Dla Ege, uwięzionego w złotej klatce małżeństwa, każdy poranek był jak ponowne zanurzenie się w lodowatej wodzie Budził się z tym samym uczuciem pustki, z tym samym imieniem na ustach, którego nie śmiał wypowiedzieć na głos: Zeynep Jego żona, Melis, spała jeszcze obok niego. Jej twarz, nawet we śnie, nie była spokojna Drgały jej powieki, a usta zaciskały się w cienką linię, jakby nawet w marzeniach sennych toczyła bitwę Ciąża, która miała być ich spoiwem, stała się jej największą bronią i najcięższym brzemieniem Złapała go na dziecko, to prawda. Wmanewrowała w ślub, oddzielając go murem od jedynej kobiety, którą kiedykolwiek prawdziwie kochał
Ale zwycięstwo nie przyniosło jej ukojenia. Wręcz przeciwnie. Każdy dzień, każde spojrzenie Ege rzucone w dal, każda chwila jego milczenia, utwierdzały ją w przekonaniu, że Zeynep wciąż jest obecna Niewidzialna, ale wszechobecna. Jak duch nawiedzający ich dom.
Tego ranka Melis obudziła się z sercem walącym jak oszalałe Przyśniła jej się Zeynep. W jej koszmarze stała w tym samym ogrodzie, w którym teraz za oknem śpiewały ptaki, i trzymała w ramionach jej dziecko Jej córeczkę. Uśmiechała się do niej tym swoim niewinnym uśmiechem, a dziecko wyciągało do niej rączki Melis krzyczała, ale z jej gardła nie wydobywał się żaden dźwięk.
Była niema, bezsilna, podczas gdy jej największy wróg kradł jej największy skarb Zerwała się z łóżka, czując falę mdłości. To nie były zwykłe poranne nudności. To była żółć nienawiści, która podchodziła jej do gardła Spojrzała na śpiącego Ege. Jego twarz, tak piękna i tak odległa, wyrażała spokój, którego ona nigdy nie zazna “O kim myślisz, Ege? O kim śnisz?” – syknęła w myślach. “Wiem, że to ona.
Zawsze ona “.Wstała i podeszła do okna. Rezydencja skąpana w słońcu wyglądała jak pałac. Ale dla niej była więzieniem Jej wzrok padł na leżankę ogrodową. I wtedy w jej umyśle, rozchwianym przez hormony, obsesję i paranoiczną zazdrość, zakiełkował nowy, chory plan To nie był plan w pełni świadomy, raczej desperacka potrzeba uzewnętrznienia tego, co ją zżerało od środka Potrzeba odegrania próby generalnej przed bitwą, która, jak czuła, nieuchronnie się zbliżała Zeszła na dół. W salonie panowała cisza. Służba poruszała się bezszelestnie, starając się nie wchodzić w drogę ciężarnej pani domu, której nastroje były bardziej nieprzewidywalne niż sierpniowa burza
Jedna z nich, młoda dziewczyna o imieniu Elif, ścierała kurze z fortepianu, na którym nikt nigdy nie grał Podniosła na chwilę wzrok i zobaczyła Melis zmierzającą w stronę pokoju dziecinnego, który urządzono z wielką pompą kilka tygodni wcześniej Elif westchnęła cicho.

Tak bardzo było jej żal pana Ege, człowieka o dobrych oczach, który gasł w tym domu z dnia na dzień I tak bardzo bała się pani Melis, której spojrzenie potrafiło zmrozić krew w żyłach Melis weszła do pokoju dziecinnego. Ściany pomalowane na pastelowy róż, białe, rzeźbione mebelki, stosy pluszowych zabawek i ubranek od najdroższych projektantów Wszystko to było fasadą, scenografią dla idealnej rodziny, którą próbowała stworzyć siłą Jej wzrok nie zatrzymał się jednak na pluszowych misiach.
Spoczął na czymś innym Na półce, wśród innych prezentów, które już zdążyła otrzymać, leżała lalka. Była to niezwykle realistyczna lalka-niemowlę, prezent od jednej z bogatych przyjaciółek jej matki Miała idealnie odwzorowane fałdki na pulchnych rączkach, delikatne rzęsy i lekko rozchylone usteczka Wyglądała jak prawdziwe dziecko.Melis chwyciła lalkę.
Jej palce zacisnęły się na zimnym plastiku Wzięła z łóżeczka miękki, kaszmirowy kocyk i starannie owinęła nim zabawkę, tak że wystawała tylko jej główka Przez chwilę stała nieruchomo, patrząc na swoje odbicie w lustrze. Widziała w nim młodą, ciężarną kobietę, tulącą do piersi dziecko Obrazek jak z bajki. Ale jej oczy płonęły szaleństwem.
Z “dzieckiem” na rękach wyszła do ogrodu Słońce stało już wysoko, jego promienie tańczyły na powierzchni basenu. Usiadła na wygodnej kanapie w cieniu wielkiego parasola Rozejrzała się. Nikogo nie było w pobliżu. Czuła się bezpieczna w swoim małym teatrze obłędu Przytuliła lalkę do policzka.
Jej głos, początkowo cichy i pieszczotliwy, był przerażającą parodią matczynej czułości – Ciii, moja mała. moja kruszynko. – mruczała, kołysząc lalkę w ramionach. – Mamusia jest przy tobie Mamusia cię obroni. Nikomu nie pozwolę cię skrzywdzić. Zwłaszcza jej.Jej głos stwardniał Palce mocniej zacisnęły się na kocyku.– Tak to wygląda, córeczko.
Ta Zeynep próbuje odebrać ci tatusia! – wysyczała, a jej oczy zwęziły się w szparki – Ona myśli, że może tu przyjść, uśmiechnąć się, a on rzuci wszystko i za nią poleci Ale my jej na to nie pozwolimy, prawda? Jesteś moją córeczką, córeczką tatusia. Jesteś jego krwią Ona jest nikim.
W tym czasie Elif skończyła sprzątać salon i dostała polecenie, by zebrać poduszki z mebli ogrodowych, na wypadek gdyby zerwał się popołudniowy wiatr Wyszła na taras i zamarła. Zobaczyła panią Melis siedzącą na kanapie i tulącą do siebie małe zawiniątko Serce Elif na moment stanęło. Dziecko! Czyżby pani urodziła przedwcześnie? Może to jakieś inne dziecko, kogoś z rodziny? Podeszła bliżej, bezszelestnie, jak cień Chciała się wycofać, nie przeszkadzać w tej intymnej chwili, ale wtedy usłyszała słowa Melis Słowa pełne jadu, który zdawał się zatruwać upalne, letnie powietrze.
Elif schowała się za filarem tarasu Serce waliło jej tak głośno, że bała się, iż Melis je usłyszy. To, co widziała i słyszała, mroziło krew w żyłach – Słuchaj mnie uważnie, moja mała wojowniczko – kontynuowała Melis, wpatrując się w plastikowe oczy lalki z fanatycznym błyskiem – Musisz jej nienawidzić. Musisz czuć do niej to samo, co ja. Jeśli kiedykolwiek będzie chciała wziąć cię na ręce, to pluń jej w twarz! Rozumiesz? Pluń jej prosto w te jej fałszywe oczy! Zeynep to żmija, a jej matka, Gonul, to królowa żmij! Latała za moim tatą, wiesz? Chciała zniszczyć naszą rodzinę
Jaka matka, taka córka. One obie są jak trujący bluszcz, oplatają i duszą wszystko, co dobre Elif zasłoniła usta dłonią, tłumiąc okrzyk przerażenia. Ta kobieta oszalała. Mówiła do dziecka z taką nienawiścią Ale zaraz, skąd ona wzięła to dziecko? Przecież jej brzuch wciąż był duży, poród miał być za kilka miesięcy Czyje to dziecko? Czy ona je komuś porwała? Panika ścisnęła gardło służącej.
Wizja porwanego niemowlęcia, policji, skandalu – Gdy je zobaczysz, krzycz wniebogłosy! – nakazywała Melis, potrząsając lekko lalką – Masz krzyczeć tak głośno, żeby pękły im bębenki w uszach! Niech wiedzą, że nie są tu mile widziane Niech wiedzą, że to jest nasz dom, nasza rodzina! A jeśli Zeynep się do ciebie zbliży jeśli spróbuje cię dotknąć. – jej głos opadł do złowrogiego szeptu – .
to skręcę jej kark Własnymi rękami. Przysięgam ci to, córeczko.Melis nagle zamilkła, wpatrując się w lalkę – Widzę, że płaczesz, gdy tylko słyszysz ich imiona. Tak, moja mądra dziewczynka. Już wiesz, kto jest naszym wrogiem Elif nie mogła już tego znieść.

Strach o dziecko, kimkolwiek ono było, przezwyciężył strach przed panią domu Musiała interweniować. Wybiegła zza filaru, a jej głos drżał z paniki i oburzenia – Pani Melis, co pani robi?!.Melis podskoczyła jak oparzona, upuszczając niemal “dziecko” z rąk Jej oczy, przed chwilą płonące szaleństwem, teraz rozszerzyły się w szoku i wściekłości, że ktoś śmiał ją podglądać – Wystraszyłaś mnie na śmierć! Czego tu chcesz?! – warknęła.– Ja. ja.
– Elif nie potrafiła sklecić zdania Wskazała drżącym palcem na zawiniątko. – Pani. powtarzając w kółku imię Zeynep oszaleje pani z zazdrości! Ale to to nie jest najważniejsze! To dziecko!.– Co z dzieckiem?! – syknęła Melis, przytulając lalkę mocniej, jakby chroniła ją przed napastnikiem Elif wzięła głęboki oddech, zbierając całą odwagę.
– To nie jest pani dziecko! Komu je pani zabrała?! Komu?! – jej głos wzniósł się do krzyku Spanikowana, zaczęła rozglądać się za pomocą. – Pani Feraye! Panie Ege! Wezwijcie policję! Ona ukradła dziecko! – Zamknij się! Nie krzycz, wariatko! – Melis zerwała się na równe nogi, jej twarz wykrzywił grymas furii – Komu ukradłaś dziecko?! Mów! Boże, co za tragedia! – Elif była już w histerii, wyobrażając sobie zrozpaczoną matkę, która szuka swojej córeczki Przyparta do muru Melis, widząc, że krzyki służącej mogą za chwilę zaalarmować cały dom, a może nawet sąsiadów, podjęła gwałtowną decyzję Z pogardliwym prychnięciem rzuciła owiniętą w kocyk lalkę prosto na ogrodową kanapę
Twardy, plastikowy odgłos uderzenia oparcia mebla był jak policzek wymierzony rzeczywistości Elif zamilkła w pół krzyku. Patrzyła to na lalkę, której nóżka nienaturalnie wygięła się spod kocyka, to na twarz Melis – Przestań! To lalka! Zabawka! – wycedziła Melis przez zaciśnięte zęby.
Podbiegła do Elif i z całej siły wymierzyła jej policzek Dźwięk uderzenia był ostry i głośny w panującej nagle ciszy. – Słyszysz?! Jestem w ciąży! Ćwiczę na niej opiekę nad dzieckiem! A ty nie waż się nikomu pisnąć ani słowa o tym, co widziałaś! Rozumiesz?! Elif stała jak sparaliżowana, trzymając się za piekący policzek.
Łzy napłynęły jej do oczu – z bólu, upokorzenia, ale przede wszystkim z szoku i przerażenia Patrzyła na Melis i nie widziała już tylko zazdrosnej kobiety. Widziała osobę głęboko zaburzoną, zdolną do wszystkiego – Myślałam, że. że prawdziwe. – wyszeptała, a w jej głosie brzmiała już nie tylko panika, ale i nowo narodzony, głęboki lęk Lęk o przyszłość.
O przyszłość prawdziwego dziecka, które miało się wkrótce w tym domu pojawić W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, w zupełnie innej rzeczywistości, los pisał dalszy ciąg tej samej, bolesnej historii Ege nie mógł wytrzymać w domu. Dusząca atmosfera, wymuszone uśmiechy Melis i jej nieustanna, cicha kontrola sprawiały, że czuł się jak w potrzasku Musiał zaczerpnąć powietrza.
Wsiadł do samochodu bez konkretnego celu, po prostu jechał przed siebie, pozwalając, by ulice Stambułu niosły go tam, gdzie podświadomie pragnął się znaleźć Jego myśli, jak zawsze, krążyły wokół Zeynep. Wiedział, że spotyka się z Cihanem. Wiedział, że powinien dać jej spokój, pozwolić jej ułożyć sobie życie Ale jego serce nie potrafiło tego zaakceptować. Uczucie, które ich łączyło, było zbyt silne, zbyt prawdziwe, by można je było po prostu wyłączyć Było jak przewlekła choroba, która czasem pozwalała o sobie zapomnieć, by za chwilę uderzyć ze zdwojoną siłą Uwięziony w nieudanym małżeństwie, czuł się jak oszust. Oszukiwał Melis, udając męża, którym nie był
Oszukiwał samego siebie, wmawiając sobie, że robi to dla dobra dziecka. Ale najbardziej bolało go to, że czuł, iż zawiódł Zeynep Piękną, dobrą Zeynep, która zasługiwała na wszystko, co najlepsze, a przez niego dostała tylko ból i rozczarowanie Jego samochód, jakby prowadzony niewidzialną siłą, zwolnił i zatrzymał się na ulicy, przy której mieszkała matka Zeynep, Gonul Ege nie planował tego. Po prostu tu był.

Patrzył na okna jej domu, wyobrażając sobie, że Zeynep może tam jest Sama ta myśl przynosiła mu ulgę i ból jednocześnie. Chciał ją zobaczyć choćby przez sekundę, a jednocześnie wiedział, że nie powinien I wtedy ją zobaczył.Zeynep wysiadała właśnie z taksówki pod domem matki. Wyglądała pięknie, jak zawsze Miała na sobie prostą, letnią sukienkę, a wiatr rozwiewał jej włosy.
Na jej twarzy malowało się zmęczenie i smutek Ich spojrzenia spotkały się ponad dachem samochodu. Czas stanął w miejscu. Dla nich obojga świat skurczył się do tej jednej, długiej chwili Do bólu w jego oczach i tęsknoty w jej spojrzeniu.Zeynep również nie spodziewała się tego spotkania Przyjechała do matki, szukając pocieszenia.
Jej związek z Cihanem był bezpieczną przystanią, ale nie domem Cihan był dobrym człowiekiem, ale nie był Ege. Każdy jego gest, każde słowo przypominało jej o tym, kogo straciła Czuła się winna, że nie potrafi w pełni odwzajemnić jego uczuć, a jednocześnie nie umiała wyrzucić z serca Ege Ege wysiadł z samochodu. Musiał z nią porozmawiać. Choćby zamienić dwa słowa.
Ruszył w jej kierunku, nie zważając na nic – Zeynep. – zaczął, a jego głos był ochrypły.– Ege, co ty tu robisz? – zapytała cicho, rozglądając się nerwowo – Ktoś może nas zobaczyć.– Nie mogłem. Musiałem. Jak się masz?.Pytanie było banalne, ale w ich sytuacji zawierało w sobie cały ocean znaczeń “Czy jesteś szczęśliwa beze mnie? Czy wciąż mnie kochasz? Czy cierpisz tak jak ja?” Zanim Zeynep zdążyła odpowiedzieć, zza rogu z piskiem opon nadjechał inny samochód Zatrzymał się gwałtownie tuż obok nich. Z miejsca kierowcy wysiadła Feraye, matka Melis
Jej twarz była ściągnięta gniewem. Widocznie jechała za Ege, jej matczyna intuicja i nieufność kazały jej śledzić każdy krok zięcia – A więc jednak! – krzyknęła, podchodząc do nich zamaszystym krokiem. Jej wzrok ciskał gromy w stronę Zeynep – Wiedziałam! Wiedziałam, że nie dasz nam spokoju!.
– Pani Feraye, to nie tak, jak pani myśli – próbował interweniować Ege – To przypadek.– Przypadek? – zaśmiała się gorzko. – Nie ma przypadków, gdy w grę wchodzisz ty, Zeynep! Czego ty chcesz od mojej córki? Chcesz ją doprowadzić do szaleństwa? Chcesz, żeby straciła dziecko?! – Ja nic nie chcę! – odpowiedziała Zeynep, a jej głos nabrał siły.
Była zmęczona byciem wiecznie o wszystko oskarżaną – To pani córka zniszczyła mi życie! To ona nas rozdzieliła kłamstwem i intrygą! – Moja córka nosi w sobie dziecko twojego ukochanego! – wycedziła Feraye, podchodząc bliżej – Powinnaś okazać choć odrobinę szacunku i zniknąć! Każde takie spotkanie to dla niej cios prosto w serce! Ona jest w delikatnym stanie, a ty ją torturujesz swoją obecnością! – To ja jestem torturowana! – odparowała Zeynep, a w jej oczach zalśniły łzy. – Codziennie budzę się z myślą, że człowiek, którego kocham, jest z kobietą, która go oszukała! Codziennie muszę udawać, że wszystko jest w porządku!
Ege stał między nimi, rozdarty i bezsilny. Każde słowo Zeynep było jak nóż wbijany w jego serce, bo była to prawda Każde słowo Feraye budziło w nim poczucie winy, bo Melis faktycznie była w ciąży i jej stan psychiczny był niestabilny Był w pułapce bez wyjścia.Awantura na ulicy przyciągała spojrzenia przechodniów.
Ege chwycił Feraye za ramię – Mamo, proszę, przestań. Wsiadaj do samochodu. Porozmawiamy w domu.– Nie ma o czym rozmawiać! – odsunęła jego rękę – Dopóki ta kobieta kręci się w pobliżu, nie będzie spokoju! Zrozum to wreszcie, Ege! Dla dobra swojego dziecka, musisz zerwać z nią wszelkie kontakty! Spojrzał na Zeynep. Jej twarz była blada, a z oczu płynęły łzy bezsilności.
Ich spojrzenia znów się spotkały i w tej jednej chwili oboje zrozumieli brutalną prawdę: nie było dla nich nadziei Nie teraz. Być może nigdy. Mur, który wzniosła między nimi Melis, był zbyt wysoki i zbyt solidny Feraye, widząc ich milczącą komunię dusz, prychnęła z pogardą, wsiadła do samochodu i odjechała z piskiem opon Zostali sami na środku ulicy, w ciszy, która była głośniejsza niż poprzednia kłótnia – Przepraszam – szepnął w końcu Ege.Zeynep pokręciła tylko głową, ocierając łzy.
– Idź już, Ege Proszę. Ona ma rację. To nie ma sensu.Odwróciła się i niemal wbiegła do domu matki, zamykając za sobą drzwi Zostawiła go samego na chodniku, z sercem pękniętym na nowo.Wsiadł do samochodu i uderzył pięścią w kierownicę Czuł się słaby, bezradny, wściekły.
Wracając do rezydencji, która była jego więzieniem, myślał tylko o jednym O dziecku. O niewinnym dziecku, które miało się wkrótce narodzić w samym środku tego piekła kłamstw, nienawiści i obsesji I po raz pierwszy poczuł nie tylko obowiązek, ale i przerażający strach. Strach o to, w jakim świecie przyjdzie mu dorastać Nie wiedział jeszcze, że w tym samym czasie, w jego własnym ogrodzie, jego szalona żona właśnie odbyła próbę generalną zaszczepiania nienawiści w serce ich nienarodzonej córki A jedyny świadek tego przerażającego spektaklu, służąca Elif, siedziała zamknięta w swoim małym pokoiku, drżąc ze strachu i zastanawiając się, czy powinna milczeć dla własnego bezpieczeństwa, czy mówić, by ocalić niewinne dziecko przed matką, która już postanowiła nauczyć je nienawidzić
Kurtyna opadła, ale najmroczniejszy akt tej tragedii miał się dopiero rozpocząć