Miłość i nadzieja odc. 259: Zeynep, Cihan i śmiertelny sekret naszyjnika

Zeynep, Cihan i śmiertelny sekret naszyjnika.Kolacja Zeynep i Cihana w eleganckiej włoskiej restauracji zamienia się w scenę pełną napięcia, gdy niespodziewanie pojawiają się Ege i Melis Jeden ruch, jeden spadający naszyjnik – i na jaw wychodzi dowód łączący Zeynep z tajemniczą kobietą, która mogła brać udział w śmierci Melodi W tym samym czasie Sila walczy w szpitalu z utratą pamięci, a w lesie dramatyczna konfrontacja Cavidan, Naciye i Alpera kończy się śmiertelnym ciosem nożem Czy te wydarzenia połączą się w jeden, mroczny łańcuch konsekwencji, który na zawsze odmieni los bohaterów?

„Miłość i nadzieja” – odcinek 259 – szczegółowe streszczenie.Wieczorne powietrze Stambułu niosło ze sobą obietnicę wytchnienia po upalnym dniu Delikatny wiatr szeleścił w liściach platanów, a niebo przybierało barwę głębokiego granatu, usianego pierwszymi, nieśmiałymi gwiazdami Dla Zeynep ten wieczór miał być inny. Miał być ucieczką. Ucieczką od napięcia, które od tygodni zatruwało powietrze w domu, od spojrzeň pełnych niewypowiedzianych oskarżeń i od Egego, którego obecność była jednocześnie balsamem i solą na jej wciąż świeże ranyCihan, z jego niezachwianą pewnością siebie i ujmującym uśmiechem, zaproponował kolację Nie byle jaką. Elegancka włoska restauracja, o której mówiono, że serwuje najlepsze owoce morza w całym mieście Zeynep, po chwili wahania, zgodziła się. Potrzebowała normalności.

Potrzebowała wieczoru, w którym jedynym jej zmartwieniem będzie wybór między spaghetti a risotto Poprawiła przed lustrem jedwabną bluzkę w kolorze kości słoniowej, która pięknie kontrastowała z jej ciemnymi włosami Na szyi zawiesiła delikatny naszyjnik – ten, który stał się jej talizmanem, pamiątką i przekleństwem jednocześnie Westchnęła, próbując odgonić natrętne myśli. To tylko kolacja.

Miłość i nadzieja odc. 259: Zeynep, Cihan i śmiertelny sekret naszyjnika -  YouTube

Przyjacielska kolacja Nic więcej.Wychodząc z domu, poczuła na sobie czyjś wzrok. Na werandzie, w półmroku otulającym ogród, stała Feraye Jej sylwetka była jak zawsze nienaganna, a postawa zdradzała spokój, który Zeynep czasem podziwiała, a czasem się go bała Pani profesor uśmiechnęła się ledwo zauważalnie, a jej oczy błyszczały w gasnącym świetle dnia – Mówią, że tylko diament potrafi oszlifować diament – rzuciła enigmatycznie, a jej głos, choć cichy, niósł się w ciszy wieczoru z niezwykłą siłą Zeynep zatrzymała się w pół kroku, zaskoczona. Słowa te, wyrwane z kontekstu, brzmiały jak fragment zapomnianego wiersza lub starożytnej sentencji

– Przepraszam…? Nie bardzo rozumiem, co ma pani na myśli.Feraye podeszła bliżej, a jej uśmiech stał się cieplejszy, niemal matczyny Położyła Zeynep dłoń na ramieniu, a jej dotyk był zaskakująco lekki.– Jesteś jeszcze bardzo młoda, Zeynep Masz w sobie ogień i siłę, której sama jeszcze nie jesteś świadoma.

Jesteś jak nieoszlifowany diament Piękna, ale wciąż surowa. Potrzebujesz kogoś, kto wydobędzie z ciebie pełen blask – Pani Feraye, jeśli to jakaś aluzja do Cihana… Przysięgam, że między nami nic nie ma To tylko przyjaciel.– Może jeszcze nie – odparła Feraye, a jej spojrzenie stało się głębsze, bardziej przenikliwe – Ale to nie znaczy, że tak zostanie na zawsze.

Uwierz mi, droga Zeynep, ludzie nie zakochują się tylko raz w życiu Serce ma nieskończoną zdolność do regeneracji, do kochania na nowo, mocniej, mądrzej Zeynep poczuła, jak jej własne serce ściska się na wspomnienie Egego. Czy można zapomnieć? Czy można kochać kogoś innego z taką samą siłą? – Ale to jest takie trudne… Czasem mam wrażenie, że… że już nigdy nie będę w stanie – Nie zamykaj serca, Zeynep – głos Feraye był teraz niemal szeptem.

– Życie potrafi zaskakiwać w najbardziej nieoczekiwanych momentach Czasem przynosi największe szczęścia wtedy, gdy już dawno przestaliśmy na nie czekać, gdy pogodziliśmy się z losem Nie pozwól, by ból po jednej stracie odebrał ci szansę na przyszłe radości.W oczach Zeynep pojawiło się wahanie, ciekawość Ta kobieta, zawsze tak powściągliwa i zdystansowana, nagle odsłaniała przed nią fragment swojej duszy – Czy pani też kiedyś…? – zapytała cicho, niemal bojąc się usłyszeć odpowiedź.Feraye odwróciła na chwilę wzrok, patrząc gdzieś w dal, jakby zaglądała w korytarze czasu

W jej oczach pojawił się cień dawnych wspomnień, mglisty obraz innej przeszłości – Cóż… Bulent nie był moją pierwszą miłością – odpowiedziała spokojnie, a w jej głosie pobrzmiewała nuta nostalgii – Kiedyś kochałam kogoś innego. Była to miłość gwałtowna, szalona, taka, która zdarza się tylko w młodości Myślałam, że spali mnie do cna.

Straszna śmierć w serialu "Miłość i nadzieja". Ege nie zdoła jej uratować!  - YouTube

Kiedy się skończyła, byłam pewna, że to koniec mojego świata Że nie będę umiała bez niego oddychać, że każdy wschód słońca będzie tylko przypomnieniem o stracie Przez długi czas żyłam jak w letargu. A potem… potem pojawił się Bulent. Spokojny, stateczny, dający poczucie bezpieczeństwa I wszystko się zmieniło.

Nauczył mnie, że miłość może być przystanią, a nie tylko sztormem Byłam z nim szczęśliwa. Naprawdę, niewyobrażalnie szczęśliwa. Dlatego ci powtarzam – nie zamykaj się na świat Miłość potrafi być bliżej, niż sądzisz. Może czekać tuż za rogiem.Zeynep słuchała, wstrzymując oddech Obraz wujka Bulenta i cioci Feraye, który nosiła w sercu od dziecka – obraz idealnej, pierwszej i jedynej miłości – właśnie rozpadał się na kawałki – Zawsze myślałam, że wujek Bulent był pani pierwszą miłością… Że byliście sobie pisani od samego początku Feraye uśmiechnęła się smutno.– Ani on nie był moją pierwszą, ani ja jego. Oboje przynieśliśmy do naszego związku bagaż doświadczeń i złamanych serc

Ale jedno mogę ci powiedzieć z całą pewnością: pierwszej miłości nigdy się nie zapomina Zostaje w tobie na zawsze, jak blizna, która czasem swędzi, czasem boli, ale przypomina ci, że żyjesz i czujesz Kształtuje cię na zawsze.Zeynep wzdychała cicho, czując, jak słowa Feraye rezonują w jej duszy Podziękowała za rozmowę, czując dziwną mieszankę smutku i nowej nadziei.

Odwróciła się i ruszyła w stronę podjazdu, gdzie w eleganckim, czarnym sedanie czekał już Cihan Jego uśmiech, widoczny nawet z daleka, był jak latarnia w mroku.Gdy tylko sylwetka Zeynep zniknęła we wnętrzu samochodu, a czerwone światła auta rozpłynęły się w ciemności ulicy, z cienia werandy wyłoniła się inna postać Belkis.

Stała nieruchomo, z rękami skrzyżowanymi na piersi, a na jej twarzy gościł chłodny, niemal drapieżny uśmiech – Czyżbyś właśnie postanowiła zostać nową matką Zeynep? – jej głos był jedwabiście gładki, ale pod powierzchnią kryła się stal – Doradzasz jej w sprawach sercowych, dzielisz się historiami, o których mnie, swojej najbliższej przyjaciółce, nigdy nie wspomniałaś To wzruszające. Aż nazbyt wzruszające.Feraye nawet nie drgnęła.

Jej spokój był murem, o który rozbijały się oskarżenia Belkis – Zrobiłam to dla Melis – odpowiedziała bez cienia wahania, a jej głos był twardy jak lód Belkis uniosła brew, a jej uśmiech stał się szerszy, bardziej cyniczny.– Dla Melis? Opowiedz mi o tym Jakim cudem pchanie Zeynep w ramiona innego mężczyzny ma pomóc mojej córce?.

Miłość i nadzieja odc. 259: Zeynep, Cihan i śmiertelny sekret naszyjnika

– Pomyśl, Belkis – odparła Feraye, patrząc jej prosto w oczy – Bo tylko jedno może na dobre i bezpowrotnie rozdzielić Zeynep i Egego. Nie kłótnie, nie intrygi, nie twoje sztuczki Te rzeczy tylko podsycają ich wzajemną obsesję.– Co dokładnie masz na myśli? – dopytywała Belkis, czując, że zbliżają się do sedna Feraye zrobiła krok w jej stronę, a jej oczy zwęziły się w dwie szparki.

– Miłość Zeynep do kogoś innego – odpowiedziała spokojnie, lecz jej głos niósł ostateczny, niepodważalny wyrok – Prawdziwa, nowa miłość. Kiedy jej serce zabije dla Cihana, Ege stanie się tylko bolesnym wspomnieniem Duchem z przeszłości. I dopiero wtedy Melis będzie miała wolną drogę. Dopiero wtedy naprawdę go zdobędzie W ciszy, która zapadła między nimi, słychać było jedynie cykanie świerszczy.

Dwie kobiety, dwa plany, jedna, mroczna gra o szczęście swoich dzieci, w której wszystkie chwyty były dozwolone W innej części miasta, daleko od eleganckich willi i cichych ogrodów, rozgrywał się zupełnie inny dramat Sila szła. Nie wiedziała dokąd. Rozmowa z Kuzeyem, a raczej jego milczenie, które było głośniejsze niż najgorsze krzyki, złamało w niej coś bezpowrotnie Świat wokół niej stracił kolory i kształty. Był tylko szarą, rozmytą plamą.

Samochody mijały ją jak duchy, dźwięki klaksonów docierały jak zza grubej, szklanej ściany Szła środkiem jezdni, nieświadoma zagrożenia. Jej twarz była blada jak płótno, oczy puste, wpatrzone w jakiś niewidzialny punkt w oddali Wyglądała, jakby jej dusza opuściła ciało, zostawiając tylko pustą powłokę, poruszającą się siłą inercji Nie zauważyła nadjeżdżającego z dużą prędkością auta.Oślepiające światła.

Przeraźliwy pisk opon, zdzieranych brutalnie z asfaltu w desperackiej próbie hamowania A potem głuchy, sickening thud – dźwięk, którego nie da się z niczym pomylić. Dźwięk uderzenia ludzkiego ciała o metalową maskę Chwila ogłuszającej ciszy, a po niej chaos. Krzyki przerażonych przechodniów. Ktoś rozpaczliwie krzyczał do telefonu, wzywając karetkę Sila leżała nieruchomo na czarnym asfalcie, jak porzucona lalka.

Wokół niej w mgnieniu oka zebrał się tłum Jedna z kobiet, starsza, z twarzą pooraną zmarszczkami troski, podbiegła i pochyliła się nad nią, drżącymi palcami szukając pulsu na jej szyi – Dziewczyno, słyszysz mnie? Dziecko, otwórz oczy! Halo?!.Nie było odpowiedzi. Sila nie poruszyła się ani o milimetr Jej oczy pozostały zamknięte, a z kącika ust powoli wypływała cienka strużka krwi, tworząc na asfalcie niewielką, lśniącą kałużę Świat wokół niej wirował, ale ona była już gdzie indziej, w miejscu, do którego nie docierał ani ból, ani strach Głęboko w lesie, gdzie zmrok zapadał najszybciej, a drzewa tworzyły gęsty, nieprzenikniony baldachim, Cavidan zbliżała się do umówionego miejsca

Każdy trzask gałązki pod jej stopami przyprawiał ją o dreszcz. W ręku ściskała ciężką, skórzaną torbę, której zawartość była ceną za spokój jej rodziny Na niewielkiej polanie, skąpanej w upiornym świetle księżyca przesączającym się przez liście, czekał już Alper Jego sylwetka niemal zlewała się z cieniami rzucanymi przez potężne pnie dębów, ale jego spojrzenie, nawet z daleka, było zimne, drapieżne i natarczywe – Masz to? – warknął, gdy tylko podeszła wystarczająco blisko.– Masz tu dwa miliony – odpowiedziała Cavidan chłodno, z trudem panując nad drżeniem głosu

Rzuciła torbę na ziemię u jego stóp. Dźwięk uderzenia o wilgotną ziemię był nienaturalnie głośny w leśnej ciszy Alper schylił się, otworzył torbę i zaczął chciwie przeliczać banknoty, a jego palce poruszały się z wprawą szulera Kamera niewidzialnego obserwatora przesuwa się w bok, w gęste zarośla paproci i dzikich krzewów Zaledwie dziesięć metrów dalej, przycupnięta za pniem starego drzewa, kryła się Naciye Śledziła Cavidan od samego domu, gnana złym przeczuciem i determinacją, by poznać prawdę Teraz patrzyła z niedowierzaniem, jak jej najgorsze koszmary materializują się na jej oczach

– Alper… i te pieniądze… – wyszeptała, a jej oddech uwiązł w gardle. Poczuła falę lodowatego gniewu, gdy rozpoznała torbę i zrozumiała, co się dzieje – To moje pieniądze! Pieniądze, które zbierałam dla przyszłości moich dzieci! – Widząc, jak Alper z lubością przerzuca pliki banknotów, poczuła, jak krew uderza jej do głowy – Co za bezczelność… Co za podłość… – wyciągnęła drżącymi rękami telefon i z cichym kliknięciem włączyła nagrywanie, starając się uchwycić każdy szczegół tej brudnej transakcji Tymczasem Alper skończył liczyć. Na jego twarzy pojawił się złowrogi, triumfalny uśmiech

Wepchnął pieniądze z powrotem do torby.– Wszystko się zgadza. Czy teraz wreszcie zostawisz nas w spokoju? – zapytała Cavidan, a w jej głosie napięcie było tak gęste, że można by je kroić nożem W odpowiedzi, w niemal absolutnej ciszy lasu, rozległ się ostry, głośny trzask łamanej gałęzi To Naciye, poruszając się w ukryciu, niechcący nadepnęła na suchy konar.

Alper poderwał głowę i natychmiast się odwrócił Jego ciało spięło się jak u drapieżnika, który wyczuł ofiarę.– Słyszałaś to? – syknął – Ktoś tu jest. Mówiłem ci, do cholery, żebyś przyszła sama!.– Ale ja przyszłam sama! – odpowiedziała Cavidan gorączkowo, rozglądając się nerwowo – Nikogo ze mną nie było, przysięgam na życie moich dzieci! Może to jakieś zwierzę… Alper nie wierzył ani jednemu jej słowu.

Z zaciętą miną, ostrożnie, krok za krokiem, ruszył w stronę, z której dobiegł hałas Po kilku krokach gwałtownie odgarnął gałęzie paproci – i jego oczy spotkały przerażone spojrzenie Naciye, kurczowo ściskającej w dłoni telefon, którego obiektyw był wciąż skierowany w jego stronę W jego oczach pojawił się błysk czystej, niepohamowanej wściekłości.

Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął nóż Ostrze zalśniło złowieszczo w świetle księżyca.– A więc mamy podglądaczkę… – powiedział lodowatym tonem, robiąc krok w jej stronę – Wiesz, moja droga, kiedy jesteś zbyt ciekawska, możesz wpakować się w bardzo, ale to bardzo poważne kłopoty Naciye cofnęła się o krok, czując, jak nogi uginają się pod nią.

Chciała krzyczeć, ale z jej gardła nie wydobył się żaden dźwięk – Alper, zostaw ją! – krzyknęła ostro Cavidan, podbiegając. – Nie bądź idiotą! To wszystko skomplikuje! Alper zignorował ją. Jego uwaga była skupiona wyłącznie na Naciye.– Pokaż mi, co masz w tej swojej torebce – rzucił rozkazującym tonem – Zostaw mnie w spokoju! Odejdź ode mnie! – zaprotestowała Naciye, a jej głos w końcu odzyskał siłę – Odpowiedz mi! Po co tu przyszłaś?! Dlaczego nas śledziłaś?! – wtrąciła się Cavidan, próbując przejąć kontrolę nad sytuacją – Co tu się wyprawia?! Co wy razem knujecie?! – wybuchła Naciye, a strach zaczął ustępować miejsca furii

– Mam was! Nagrywam wszystko! Zaraz wezwę policję i zobaczymy, kto będzie miał kłopoty! – My nic nie knujemy! – krzyknęła Cavidan w desperacji.

Miłość i nadzieja odc. 250: Cihan odkrywa przeszłość Zeynep – a Seda wpada  w pułapkę!

– On mnie szantażował! Rozumiesz?! Groził, że zabije Kuzeya i Bahar, jeśli mu nie zapłacę! Dlatego mu dałam te pieniądze! Twoje pieniądze! Żeby ratować naszych bliskich! Naciye sięgnęła do torebki, by wybrać numer alarmowy.– Zaraz zadzwonię na policję i powiem im dokładnie, co tu się dzieje Niech oni zdecydują, kto mówi prawdę!.– NIE WAŻ SIĘ! – wrzasnął Alper, a jego twarz wykrzywił grymas obłędu Uniósł nóż. – Bo przysięgam, że cię zabiję, zanim zdążysz powiedzieć słowo!.

– POMOCY! RATUNKU! ON CHCE MNIE ZABIĆ! – krzyknęła Naciye wniebogłosy, próbując uciec w głąb lasu – ALPER, OPAMIĘTAJ SIĘ! ZOSTAW JĄ! – krzyczała Cavidan, rzucając się na niego i próbując go odciągnąć Ale mężczyzna był już poza wszelką kontrolą. Adrenalina i strach przed zdemaskowaniem odebrały mu resztki rozsądku Odtrącił Cavidan z taką siłą, że poleciała w tył i z głuchym jękiem upadła na ziemię Zwrócił swoje obłąkane, przekrwione spojrzenie na Naciye, która trzęsła się ze strachu, osaczona między drzewami – Zacznę od ciebie – wysyczał, podchodząc bliżej, a jego głos był nienawistnym szeptem – A potem, kiedy już skończę, przyjdzie czas na twojego synalka. Znajdę go. Zobaczy cię całą we krwi

I jego też zabiję! Obiecuję ci to!.Alper uniósł nóż wysoko, gotów zadać śmiertelny cios Naciye krzyknęła przeraźliwie, zasłaniając się instynktownie rękami. Ostrze opadało w dół, zbliżając się niebezpiecznie do jej twarzy W ostatnim, desperackim odruchu samoobrony, kobieta chwyciła za jego nadgarstek.

Zaczęła się szamotanina Dwa ciała zwarły się w śmiertelnym uścisku, walcząc o każdy ruch, o każdy oddech Słychać było tylko ich ciężkie sapanie, szelest ubrań i dzikie krzyki Naciye, które las tłumił i pożerał Napięcie narastało, osiągając punkt krytyczny….

W pewnym momencie, w chaosie walki, Naciye wykonała gwałtowny, rozpaczliwy ruch, skręcając jego ramię z nadludzką siłą Ostrze, wciąż mocno ściśnięte w ich splecionych dłoniach, odwróciło się w nieprzewidywalny sposób i z okropnym, mokrym dźwiękiem wbiło się prosto w pierś Alpera Mężczyzna zamarł w pół ruchu. Na jego twarzy odmalowało się najpierw bezbrzeżne zaskoczenie, a potem grymas niewyobrażalnego bólu Jego oczy rozszerzyły się, patrząc na Naciye bez zrozumienia.

Z ust wydobył mu się cichy charkot, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył Nogi ugięły się pod nim i osunął się ciężko na ziemię, jak przecięta lina.Cisza. Ogłuszająca, nienaturalna cisza Cavidan, która zdołała się podnieść, zamarła, wpatrując się w scenę z przerażeniem Podeszła powoli, jak w transie, i drżącymi rękami przyłożyła dwa palce do tętnicy szyjnej Alpera Czekała. Sekunda. Dwie. Nic.

– On… on nie żyje – powiedziała cicho, a jej twarz była blada jak płótno Spojrzała na swoje palce, jakby się ich bała. – Nie żyje… Zabiłaś go.– O Boże… O BOŻE! – Naciye w końcu wydała z siebie dźwięk Był to zduszony szloch, który szybko przerodził się w atak histerii. – To nie ja! Ja nie chciałam! To nie tak! To był wypadek! – łapała się za głowę, cofając się od ciała – Zadzwońmy po pogotowie! Może on jeszcze żyje! ZRÓB COŚ, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ!.

– ZAMKNIJ SIĘ! – syknęła Cavidan, podbiegając do niej Chwyciła ją mocno za ramiona i potrząsnęła nią gwałtownie. – Nie krzycz tak! Chcesz, żeby cały las nas usłyszał?! Chcesz, żeby ktoś nas znalazł?! Chcesz trafić do więzienia?! – Do więzienia?! – szlochała Naciye, a łzy płynęły jej po policzkach strumieniami – Ale przecież to nie było celowe… Widziałaś! Broniłam się! On chciał mnie zabić! Nie jestem morderczynią! – Prawda nie ma teraz żadnego znaczenia! – Cavidan wbijała w nią swoje zimne, kalkulujące spojrzenie – Myślisz, że policja ci uwierzy? Będą twoje odciski na nożu. Będą zeznania szantażysty, które znajdą w jego rzeczach

Pomyślą, że umówiłaś się z nim, żeby odzyskać pieniądze, i go zabiłaś! A nawet jeśli ci uwierzą… co z tego? Gazety będą pisać, że matka Kuzeya Bozbeya, szanowanego biznesmena, jest morderczynią! Zniszczysz życie nie tylko sobie, ale i jemu! Tego chcesz?! – NIE JESTEM MORDERCZYNIĄ! – protestowała Naciye rozpaczliwie, ale jej głos był coraz słabszy, a argumenty Cavidan trafiały w jej najczulszy punkt – Karetka… Policja… Trzeba coś zrobić! Nie możemy go tak zostawić!.– Pani Naciye, proszę… – głos Cavidan nagle złagodniał, stał się niemal błagalny, ale wciąż twardy i stanowczy

– Proszę, opanuj się. Weź głęboki oddech. Nikt nie musi się o tym dowiedzieć. Nikt oprócz nas dwóch Nic się nie stało. Słyszysz mnie? Rozumiesz? NIC. SIĘ. NIE. STAŁO.– Ale on… on tam leży… martwy… – Naciye drżała na całym ciele, nie mogąc oderwać wzroku od nieruchomego ciała – Już mu nie pomożemy – powiedziała Cavidan, podchodząc i obejmując ją ramieniem.

– Jemu jest już wszystko jedno Ale ty możesz sobie jeszcze pomóc. Możesz ocalić siebie i swoją rodzinę. Chodź. Musimy stąd iść Teraz. Odszedł. Zniknął. My żyjemy. I tylko to się teraz liczy.Cavidan objęła ją mocno, jakby siłą chciała powstrzymać rozpadający się świat Naciye przed ostateczną rozsypką Powoli, niemal siłą, poprowadziła ją przez gęsty las, z dala od polany, z dala od miejsca zbrodni Za nimi, wśród wilgotnych liści i splątanych korzeni, leżało nieruchome ciało Alpera Jego oczy, szeroko otwarte, wpatrywały się w obojętny księżyc. A jego dłoń wciąż kurczowo ściskała rękojeść noża

Tajemnica, którą właśnie pochłonął las, miała moc zniszczyć ich wszystkich. A Cavidan zamierzała dopilnować, by nigdy nie ujrzała światła dziennego Kuzey, wezwany pilnym, chaotycznym telefonem od Bahar, wpadł do domu zdyszany, z sercem walącym w piersi Zatrzymał się gwałtownie w progu, a widok, który zastał, zmroził mu krew w żyłach Bahar stała przy drzwiach, obok niej stała spakowana walizka. Jej twarz była blada i opuchnięta od płaczu, oczy mokre, ale spojrzenie, którym go obdarzyła, było przepełnione cichą, złamaną determinacją

– Odchodzę – powiedziała cicho, a jej głos był ledwo słyszalny. Podeszła do niego i złożyła krótki, niemal bezdźwięczny pocałunek na jego policzku Był zimny jak lód. – Nie chcę więcej przeszkadzać. Ani tobie, ani twojej mamie. Żegnaj, Kuzey Bądź szczęśliwy, proszę.

– Bahar, co ty wygadujesz? – patrzył na nią z kompletnym niedowierzaniem – Co to za walizka? Dokąd chcesz iść? I co to ma wspólnego z moją mamą?.– Ona wie – wyszeptała, odwracając wzrok – Wie o tamtej nocy. O wszystkim, co się między nami wydarzyło.Kuzey poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła Odwrócił wzrok, przeczesując nerwowo dłonią włosy i masując kark, jakby próbował rozładować nagłe, przytłaczające napięcie – Szlag by to… Jak? Jakim cudem się dowiedziała?.– Przeczytała list.

Ten, który zostawiłam w dniu, kiedy… kiedy połknęłam tabletki Kuzey zamarł. Spojrzał na nią, a w jego oczach pojawił się nowy, mroczny błysk.– Czekaj chwilę Przecież mówiłaś, że to nie było samobójstwo. Mówiłaś, że to był wypadek, że pomyliłaś leki Bahar spuściła głowę, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza.– Powiedziałam tak, bo chciałam cię oszczędzić Nie chciałam, żebyś czuł się winny, żebyś się o mnie martwił.

Ale twoja mama… ona mnie tu nie chce Słyszałam, jak rozmawiała z ciocią. Boi się, że mnie poślubisz. I… zaproponowała nam pieniądze Mnie i mojej mamie. W zamian za moje odejście. Za to, żebym zniknęła z twojego życia na zawsze Kuzey wpatrywał się w nią zszokowany, jakby uderzył go piorun.– Co takiego?! Moja matka… dała wam PIENIĄDZE? – Tak. Ale odmówiłyśmy. Nigdy w życiu bym ich nie przyjęła.

Dlatego teraz… muszę odejść Sama. Dla wszystkich tak będzie po prostu lepiej.– Bahar, nigdzie nie pójdziesz – powiedział twardo, podchodząc i chwytając jej walizkę Odstawił ją z impetem na bok. – Nie pozwolę na to. Nie ma mowy. Nie pozwolę ci tak po prostu zniknąć z mojego życia – Nie mam innego wyboru, Kuzey.

Czy ty tego nie rozumiesz? – jej głos załamał się w szlochu – Moja mama też już wie o wszystkim. Powiedziałam jej. Powiedziała, że zrujnowałam sobie życie… że wolałaby umrzeć, niż usłyszeć coś takiego Teraz, jeśli nie weźmiemy ślubu, ona nie da ci spokoju. A twoja mama mnie nienawidzi Ciocia Naciye patrzy na mnie, jakbym była kimś nieczystym, zepsutym.

Nikt mnie tu nie chce Moje odejście to jedyny sposób, żebyście wy wszyscy w końcu zaznali spokoju.Kuzey zbliżył się do niej, ujął jej twarz w dłonie i zmusił, by na niego spojrzała Patrzył prosto w jej zapłakane oczy.– Bahar… posłuchaj mnie. Nie zostawię cię. Nigdy Znajdziemy jakiś sposób.

Twoja mama w końcu odzyska spokój, moja też się przyzwyczai Musi się przyzwyczaić. Damy sobie z tym wszystkim radę. Razem.– Kuzey… – wyszeptała, a w jej oczach, po raz pierwszy od wielu godzin, pojawił się maleńki, drżący płomyk nadziei – Czy to znaczy, że… że weźmiemy ślub?.Zapadała ciężka, gęsta cisza.

Bahar wpatrywała się w niego z zapartym tchem, jakby całe jej życie, cała przyszłość, miało się właśnie rozstrzygnąć w tej jednej chwili, w jednym słowie, które za chwilę wypowie Kuzey ujął jej dłoń. A w głowie Bahar – jak sen na jawie, jak najpiękniejsza modlitwa – rozbrzmiały słowa, które tak bardzo, tak rozpaczliwie chciała usłyszeć Słowa, o których śniła nocami, które nosiła w sercu jak najcenniejszy skarb, które dawały jej siłę, by przetrwać każdy kolejny dzień: „Po tamtej nocy nie mogłem o tobie zapomnieć, ani na jedną chwilę.

Zakochałem się w tobie, Bahar Jesteś w każdej mojej myśli, w każdym uderzeniu mojego serca. Widzę twoją twarz, kiedy zamykam oczy Kocham cię. Wyjdź za mnie. Proszę, bądź moją żoną.”.Ale to była tylko jej wyobraźnia Fatamorgana na pustyni jej rozpaczy. Prawdziwy Kuzey, stojący tuż przed nią, nie wypowiedział żadnego z tych słów Jego głos, kiedy w końcu przerwał milczenie, był chłodny, beznamiętny i ostateczny jak wyrok sędziego: – Oczywiście, że nie weźmiemy ślubu, Bahar. Nie możemy.

Coś takiego… nigdy się nie wydarzy Cisza, która zapadła po tych słowach, była gorsza niż krzyk. Bolała bardziej niż najgorsze obelgi Bahar powoli opuściła głowę, zacisnęła usta, by powstrzymać wydobywający się z niej szloch, a potem, z niemal rytualną powolnością, puściła jego dłoń i sięgnęła po swoją walizkę Jej milczenie mówiło więcej niż tysiąc wylanych łez. Mówiło o końcu.

Ostatecznym i nieodwołalnym W tym samym czasie, niedaleko domu, Ege stał nieco na uboczu, oparty o swój samochód, i rozmawiał przez telefon z Muratem Jego głos był cichy, ale napięty. Obok, oparta o drzwi pasażera, Melis również prowadziła rozmowę Jej głos był słodki jak miód, ale oczy nerwowo śledziły każdy ruch Egego, każdą zmianę w jego mimice – Mamo, powiedz mi prawdę – mówiła do słuchawki z udawanym niepokojem.

– Ege cały czas wisi na telefonie To Zeynep, prawda? Wiem, że to z nią się kontaktuje. Czuję to.– Nie, kochanie, uspokój się Zeynep była ze mną przez cały czas, zanim wyszła. Nie słyszałam, żeby z kimkolwiek rozmawiała przez telefon – odpowiedziała spokojnie Feraye po drugiej stronie – Mamo, jeśli próbujesz mnie tylko uspokoić, to przestań.

Wolę znać najgorszą prawdę… – Na Boga, Melis, mówię ci prawdę! Zeynep właśnie pojechała z Cihanem do tej nowej, modnej włoskiej restauracji przy porcie Sama im to zaproponowałam, żeby trochę odetchnęła.Na twarzy Melis pojawił się chytry, ledwie zauważalny, ale pełen triumfu uśmiech Jej oczy zabłysły.– Naprawdę? Dziękuję, mamo. Jesteś najlepsza.

Rozłączyła się i w mgnieniu oka jej twarz przybrała wyraz niewinności i promiennego szczęścia Schowała telefon do torebki, akurat w momencie, gdy Ege skończył rozmowę i podszedł do niej Rzuciła radośnie, z entuzjazmem małej dziewczynki:.

– Kochanie, wiesz co? Nagle strasznie zgłodniałam! Mam taką niewyobrażalną ochotę na spaghetti carbonara! Słyszałam, że niedaleko naszego domu otworzyli nową, fantastyczną włoską restaurację Może tam pojedziemy, co ty na to?.Ege spojrzał na nią z wyraźnym zaskoczeniem.– Spaghetti? Przecież od miesięcy mówiłaś, że unikasz węglowodanów jak ognia Że gluten to twój największy wróg i że są dla ciebie szkodliwe.

– Och, kochanie, nie bądź taki sztywny! Organizm czasem potrzebuje „ładowania węglami”, nie wiedziałeś? To zdrowe dla metabolizmu! – zaśmiała się lekko, kładąc dłoń na swoim brzuchu i gładząc go znacząco – Zresztą… to nie ja. To chyba nasza córeczka. Kiedy tylko pomyślałam „spaghetti”, zaczęła się ruszać! Myślę, że ona też ma na nie ochotę Nie odmówisz jej przecież, prawda?.Patrzyła mu prosto w oczy, a jej spojrzenie było słodkie i niewinne, jakby rzucała mu wyzwanie, którego nie mógł odrzucić A w jej uśmiechu było coś więcej niż tylko apetyt na włoskie jedzenie – była tam zapowiedź precyzyjnie zaplanowanej gry, w którą zamierzała grać aż do samego końca Cihan i Zeynep podjechali pod elegancką, tonącą w dyskretnym świetle restaurację. Jeszcze nie zdążyli wysiąść z samochodu, gdy podbiegł do nich parkingowy

Gdy tylko weszli do środka, przywitał ich szef sali, kłaniając się Cihanowi z szacunkiem, który zarezerwowany był dla najważniejszych gości – Witamy ponownie, panie Cihanie. Jak zawsze, pański ulubiony stolik przy oknie czeka na pana Zeynep uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona.

– „Ponownie”? Więc to nie jest twoja pierwsza wizyta tutaj? Myślałam, że to nowe miejsce – Ach, tak… często przyjeżdżam tu z szefem na spotkania biznesowe – odpowiedział swobodnie Cihan, ale jego wzrok na ułamek sekundy uciekł gdzieś w bok – Odniosłam wrażenie, że to ty jesteś tu szefem – zauważyła Zeynep z lekkim, zaczepnym uśmiechem, gdy kelner prowadził ich do najlepszego stolika w lokalu – Z takim powitaniem….

– Może dlatego, że to zawsze ja zostawiam hojne napiwki – zażartował – Mój szef nie zawraca sobie głowy takimi drobiazgami. Dlatego obsługa jest dla mnie bardziej… wylewna Jestem tu po prostu doceniany.Usiadli przy kameralnym stoliku z widokiem na migoczące światła portu Cihan starał się być czarujący, opowiadał anegdoty, pytał o jej plany.

Ale przez cały czas, ukradkiem, jego wzrok lądował na jej szyi Na naszyjniku, który błyszczał w ciepłym świetle lampy. Musiał go zdobyć. Musiał go podmienić W wewnętrznej kieszeni jego marynarki czekała już identyczna, idealnie wykonana kopia Musiał tylko znaleźć odpowiedni moment, pretekst.Nagle pochylił się lekko nad stołem – Zeynep, zaczekaj chwilę… Twój naszyjnik się jakoś dziwnie przekręcił.

Zapięcie jest z przodu I chyba jest poluzowane, zaraz spadnie.Zanim zdążyła zareagować, wstał, podszedł do niej od tyłu i delikatnie położył dłonie na jej ramionach, niby to po to, by sięgnąć do zapięcia Próbował zachować spokój, ale czuł, jak serce wali mu w piersi coraz szybciej. Jego palce musnęły jej skórę na karku Był tak blisko….

W tym właśnie, idealnie wyreżyserowanym momencie, szklane drzwi restauracji otworzyły się z cichym dzwonkiem Do środka weszli Ege i Melis.Twarz Melis rozjaśnił triumfalny uśmiech. Nie mogli pojawić się w lepszej chwili Scena, którą zastała, była lepsza niż wszystko, co mogłaby sobie wymarzyć.Ege zamarł w miejscu Widok Cihana stojącego tak blisko Zeynep, z rękami na jej ramionach, dotykającego jej szyi, wywołał w nim natychmiastową, gwałtowną falę czarnej zazdrości i lodowatego gniewu Cihan, speszony, puścił naszyjnik. Ten, z rozpiętym haczykiem, zsunął się z szyi Zeynep i z cichym brzękiem upadł na podłogę

Cihan już się schylał, żeby go podnieść, ale Ege był szybszy. W dwóch krokach znalazł się przy ich stoliku, podniósł naszyjnik i z całej siły ścisnął go w dłoni – Naszyjnik zostaje u mnie – powiedział ostro, a jego głos był zimny jak stal.

Nie spuszczał przy tym wzroku z Cihana, jakby chciał go zabić samym spojrzeniem – Co? Dlaczego? Ege, co ty robisz? – zapytała zaskoczona Zeynep, podnosząc się z krzesła Ege, nie odpowiadając, sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki. Wyciągnął z niej lekko pogniecione zdjęcie – to samo, które kilka dni wcześniej zabrał z domu Cihana Położył je z trzaskiem na stole, tuż przed Zeynep.

– Bo miałaś rację – powiedział spokojnie, ale jego głos drżał od tłumionych emocji – Cały czas miałaś rację. To jest naszyjnik dziewczyny, która zabiła Melodi.Zeynep wstrzymała oddech Pochyliła się nad fotografią. Przedstawiała młodą, piękną blondynkę, której twarz, co było najbardziej niepokojące, została starannie, precyzyjnie wycięta, pozostawiając tylko pustą, białą plamę Ale na jej szyi wisiał naszyjnik.

Identyczny, co do najmniejszego szczegółu, z tym, który jeszcze przed chwilą nosiła Zeynep – To… to jest ten sam! – wyszeptała Zeynep, czując, jak robi jej się zimno. – Ten sam naszyjnik… Ale dlaczego? Dlaczego ktoś wyciął jej twarz? – Nie wiem – odpowiedział Ege, w końcu przenosząc wzrok na nią. Jego oczy były pełne bólu i determinacji – Ale wiem jedno: ta kobieta była w samochodzie, kiedy zginęła moja siostra.

I ktokolwiek dał ci ten naszyjnik, chce za wszelką cenę ukryć jej tożsamość Zapanowała absolutna cisza, która ciążyła nad ich stolikiem jak burzowa chmura. Cihan stał nieruchomo, a jego twarz, zazwyczaj pełna pewności siebie, była teraz maską niedającego się odczytać niepokoju A Zeynep wpatrywała się w zdjęcie z pustą twarzą, próbując zrozumieć, w jak mroczną i niebezpieczną grę właśnie została wciągnięta W sterylnym, białym pokoju szpitalnym, Sila powoli odzyskiwała przytomność.

Ostre światło jarzeniówek raziło ją w oczy Zamrugała, próbując skupić wzrok. Nad nią pochylała się twarz lekarza w średnim wieku Miał zmęczone, ale dobre oczy. Delikatnie rozchylił jej powieki i zaświecił w źrenice małą latarką – Jak masz na imię, córko? – zapytał spokojnym, profesjonalnym tonem, w którym jednak dało się wyczuć napięcie Sila rozejrzała się dookoła.

Jej wzrok błądził po białych ścianach, metalowym stelażu łóżka, kroplówce, jakby widziała te wszystkie rzeczy po raz pierwszy w życiu – Ja… ja nie wiem – odpowiedziała, a w jej głosie słychać było rosnącą panikę. Zaczęła szybciej oddychać – Gdzie ja jestem? Co to za miejsce?.– Jaki mamy dzisiaj dzień tygodnia? – dopytywał lekarz, notując coś w karcie Sila zmarszczyła brwi, zamknęła oczy, jakby próbowała sobie przypomnieć coś niezwykle ważnego, co jednak uparcie jej umykało – Wtorek…? Nie, chwileczkę… A może niedziela? – Nagle usiadła gwałtownie na łóżku, a jej oczy rozszerzyły się w przerażeniu – O Boże! Muszę iść na targ! Moja siostra na pewno wróciła już ze szkoły i jest głodna! Muszę jej zrobić obiad! Proszę, musicie mnie stąd wypuścić! Muszę zdążyć przed zmierzchem!

Zerwała się, próbując wstać i wyciągnąć wenflon z ręki, ale lekarz i pielęgniarka, która podeszła w milczeniu, szybko ją przytrzymali, delikatnie, lecz stanowczo kładąc ją z powrotem na poduszkach – Spokojnie, córeczko, jesteś bezpieczna.

Nic ci nie grozi – lekarz starał się mówić łagodnym, uspokajającym tonem – Powiedz mi, proszę, jaki mamy teraz rok?.– Rok? – Sila próbowała odpowiedzieć, ale jej twarz wykrzywiła się w grymasie bólu i paniki – Dwa tysiące dwudziesty? Nie… chyba dwa tysiące dziewiętnasty? Boże, ja nie pamiętam! – Chwyciła się za głowę, a do jej oczu napłynęły wielkie, przerażone łzy – Nic nie pamiętam! Ale wiem, że muszę wracać. Muszę wrócić do wioski.

Miałam iść do lasu zebrać grzyby Mama i siostra czekają na mnie… One na pewno są głodne. Proszę, puśćcie mnie stąd, błagam! Jej głos załamał się w rozpaczliwym szlochu. W jej oczach nie było udawania, była tylko czysta, pierwotna rozpacz dziecka zagubionego we mgle Lekarz rzucił krótkie, znaczące spojrzenie pielęgniarce, po czym powiedział cicho, tak by Sila nie słyszała: – Proszę natychmiast skontaktować się z profesorem Selçukiem z oddziału psychiatrycznego Mamy tu do czynienia z ciężką amnezją wsteczną, prawdopodobnie na tle pourazowym

Musimy natychmiast zająć się jej stanem.– Tak jest, doktorze – odpowiedziała pielęgniarka – Podam jej lekki środek uspokajający.– Tylko delikatnie – dodał lekarz, patrząc na wijącą się i płaczącą Silę z ogromną troską – Ona nie udaje. Ona naprawdę jest zagubiona. I bardzo, bardzo przestraszona.Sila wciąż szeptała coś o siostrze, o głodzie i o lesie, podczas gdy świat, który znała, jej miłość, jej ból i jej nadzieje, rozpłynęły się bez śladu w mrocznej otchłani zapomnienia

Related Posts

Wichrowe Wzgórze odc. 253: Selma myśli, że Eren ma romans!

Kiymet po raz kolejпy rozgrywa swoją iпtrygę z diabelską precyzją. Tym razem jej plaп trafia w cel prosto w serce syпowej. Gdy Selma przypadkiem dostrzega пa telefoпie…

Miłość i nadzieja odc. 272: Sila odzyskuje wspomnienia!

Bυleпt trzyma telefoп przy υchυ, a w jego głosie wyczυwalпa jest пarastająca wściekłość. — Co ty właściwie próbυjesz osiągпąć, Goпυl? — mówi ostrym toпem. — Rozpowiadasz, że…

Akacjowa 38 odcinek 686: Szokujące wyznanie Teresy. Niemy świadek zagraża Úrsuli

Akacjowa 38 odciпek 686: Szokυjące wyzпaпie Teresy. Niemy świadek zagraża Úrsυli.Teresa odzyskυje przytomпość i składa zezпaпia, które wprawiają wszystkich w osłυpieпie – Cayetaпa пajpierw próbowała ją zabić,…

“Akacjowa 38”. Strażacy wydobywają Pabla spod gruzu

W пajпowszym odciпkυ serialυ „Akacjowa 38” пapięcie sięga zeпitυ, gdy strażacy podejmυją dramatyczпą akcję ratυпkową, aby wydobyć Pabla spod grυzυ. Wydarzeпia te wstrząsają całą społeczпością, a emocje…

Miłość i nadzieja: Tak będą wyglądały zaręczyny Bahar i Kuzeya. Nie przestanie kochać Sili

Miłość i пadzieja, odciпek 272: Tak będą wyglądały zaręczyпy Bahar i Kυzeya. Nie przestaпie kochać Sili W 272 odciпkυ tυreckiego serialυ “Miłość i пadzieja” Bahar i Kυzey…

Akacjowa 38: “Zabiję Cię!” – Analiza Ostatnich Chwil i Brutalnej Śmierci Úrsuli Dicenty

“Zabiję Cię!” – Aпaliza Ostatпich Chwil i Brυtalпej Śmierci Úrsυli Diceпty.Sojυsz zrodzoпy z пieпawiści mυsiał zakończyć się śmiercią W ostateczпej, brυtalпej koпfroпtacji, Úrsυla Diceпta popełпiła jedeп, fatalпy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *