Miłość i nadzieja odc. 260: Cavidan szantażuje Naciye, Seda atakuje

Cavidan szantażuje Naciye, Seda atakuje.Napięcie sięga zenitu, gdy Cavidan wykorzystuje mroczną tajemnicę z lasu, by podporządkować sobie przerażoną Naciye Bahar, coraz bardziej oczarowana Kuzeyem, nie przeczuwa, że jest tylko pionkiem w misternym planie matki Tymczasem Seda, zawiedziona biernością brata, postanawia działać na własną rękę i zatruwa jedzenie przygotowane przez Gonul dla Zeynep Jednak niespodziewane spotkanie w kuchni krzyżuje jej zamiary… Na domiar złego Hulya zaczyna podejrzewać, że z matką dzieje się coś niepokojącego i ostrzega Kuzeya, że prawda może wkrótce wypłynąć

Czy intrygi i kłamstwa w końcu doprowadzą do otwartej wojny?.„Miłość i nadzieja” – odcinek 260 – szczegółowe streszczenie Powietrze w pokoju było tak gęste i ciężkie, że można by je kroić nożem.Każdy jego centymetr sześcienny zdawał się być nasycony strachem, lepki od niewypowiedzianych obaw i przytłaczający niczym kamienna płyta grobowa Cavidan weszła pierwsza, stąpając z nienaturalną, niemal drapieżną gracją, jakby przestrzeń ta należała do niej od zawsze Jej postać, skąpana w łagodnym świetle popołudniowego słońca wpadającego przez okno, emanowała spokojem tak głębokim i niewzruszonym, że aż nieludzkim Była niczym posąg wykuty z lodu, piękny i śmiertelnie niebezpieczny.

Miłość i nadzieja odc. 260: Gonul zaprasza Sedę do swojego domu!

Za nią, niemal wślizgując się do środka, weszła Naciye Była jej całkowitym przeciwieństwem – poruszała się jak zranione zwierzę, niepewnie, z każdym krokiem zdradzając panikę, która targała jej wnętrznościami Jej oczy, szeroko otwarte i błyszczące od niewylanych łez, błądziły po znajomych kątach pokoju, jakby widziała je po raz pierwszy, jakby każdy przedmiot – fotel, wazon z kwiatami, rodzinne zdjęcie na komodzie – stanowił nieme oskarżenie Cisza, która zapadła po zamknięciu drzwi, nie była kojąca. Wręcz przeciwnie, dzwoniła w uszach, potęgując napięcie do granic wytrzymałości

To Naciye przerwała ją pierwsza. Jej głos był ledwie słyszalnym szeptem, drżącym i kruchym, jakby wydobywał się z gardła ściśniętego żelazną obręczą strachu – A co, jeśli ktoś znajdzie ciało Alpera? – wyszeptała, a samo wypowiedzenie tych słów na głos sprawiło, że rzeczywistość uderzyła w nią z nową, brutalną siłą Zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że paznokcie wbiły jej się w skórę. Rozglądała się nerwowo, w jej głowie kłębiły się makabryczne obrazy: przypadkowy turysta, zbieracz grzybów, leśniczy patrolujący teren… Każdy scenariusz kończył się tak samo – odkryciem, syrenami policyjnymi, stukotem do jej drzwi

– Co jeśli policja mnie odnajdzie? Cavidan, ja… ja naprawdę się boję….Jej oddech stał się płytki i spazmatyczny Czuła, jak serce wali jej w piersi w szaleńczym rytmie, jakby próbowało przebić się przez żebra i uciec z tej klatki pełnej grozy Świat, który jeszcze wczoraj wydawał się tak uporządkowany i bezpieczny, teraz stał się śmiertelną pułapką Cavidan odwróciła się powoli.

Na jej twarzy nie było śladu współczucia czy choćby zdenerwowania Patrzyła na roztrzęsioną Naciye z chłodną, analityczną ciekawością, jak naukowiec obserwujący reakcję chemiczną Podeszła do sofy i usiadła, jej ruchy były płynne i opanowane. Skrzyżowała nogi w kostkach, a dłonie spokojnie splotła na kolanach Jej postawa była ucieleśnieniem kontroli.

Miłość i nadzieja odc. 260: Gonul zaprasza Sedę do swojego domu!

– Nie bój się – odpowiedziała, a jej głos, w przeciwieństwie do szeptu Naciye, był czysty, melodyjny i niewiarygodnie spokojny Brzmiał w tej pełnej napięcia ciszy jak dźwięk dzwonu w zamglony poranek. – Niczego się nie bój Pomyśl o tym w ten sposób: świat pozbył się jednego drania. Jednego szkodnika mniej Czy ktoś będzie za nim płakał? Czy ktoś będzie go szukał z zapałem? To był człowiek, który żył z szantażu, który niszczył innych dla własnej korzyści Tacy ludzie często znikają. Świat jest lepszym miejscem bez niego. Poza tym… – urwała na chwilę, pozwalając swoim słowom zawisnąć w powietrzu i wniknąć w przerażony umysł Naciye

– To odludne miejsce. Pamiętasz, jak tam było? Gęsty las, żadnych ścieżek, żadnych domów w pobliżu Kto miałby tam przez przypadek trafić?.Mówiła to wszystko z taką swobodą, jakby dyskutowały o pogodzie lub cenach na targu Dla Naciye jej spokój był bardziej przerażający niż jakikolwiek krzyk.

Czuła, że Cavidan nie tylko akceptuje to, co się stało, ale wręcz czerpie z tego jakąś mroczną satysfakcję – Ale mimo wszystko… – kontynuowała Cavidan, a jej wzrok stał się ostrzejszy, niemal wwiercający się w duszę Naciye – Popełniłaś błąd. Poważny błąd.Naciye drgnęła, jakby została uderzona. Spojrzała na Cavidan z nową falą niepokoju, mieszającego się ze zdumieniem W jej głowie panował chaos.

Błąd? Czy cała ta sytuacja nie była jednym, wielkim, katastrofalnym błędem? Który z nich Cavidan miała na myśli? – Jaki błąd? – zapytała cicho, a jej głos wciąż drżał.Cavidan przechyliła lekko głowę, a na jej ustach pojawił się cień uśmiechu Był to uśmiech pozbawiony ciepła, zimny jak styczniowy poranek.– Dlaczego mnie śledziłaś, Naciye? Pytanie uderzyło w Naciye jak obuchem.

Było tak proste, tak bezpośrednie, a jednocześnie obnażało całą jej nieufność, całą jej wcześniejszą wrogość Poczuła, jak na jej policzki wpełza rumieniec wstydu, który mieszał się z bladością strachu – Ja… Byłam ciekawa… – zaczęła się tłumaczyć, unikając wzroku Cavidan. Jej głos był teraz ledwie słyszalny, pełen poczucia winy – Myślałam, że knujesz coś za moimi plecami.

Że coś ukrywasz… Słyszałam twoją rozmowę z Alperem Widziałam, jak dajesz mu pieniądze. Bałam się, że spiskujesz z nim przeciwko mojej rodzinie, przeciwko Kuzeyowi – I widzisz? – Cavidan rozłożyła ręce w geście, który mógłby oznaczać rezygnację, ale w jej oczach płonął triumf – To ostateczny dowód, że nigdy mi nie ufałaś.

Miłość i nadzieja odc. 255: Policja przychodzi po Naciye!

Od samego początku, odkąd tylko zamieszkałam pod tym dachem, traktowałaś mnie jak wroga Nie chciałaś mnie poznać. Nie próbowałaś zobaczyć we mnie niczego innego poza zagrożeniem Nie szukałaś we mnie przyjaciółki, choć mieszkamy razem, dzielimy ten sam dom. Ale ja wiem, dlaczego tak było – Cavidan westchnęła teatralnie, jakby dzieliła się bolesną, ale dawno zaakceptowaną prawdą – To przez Silę. Zawsze przedstawiała mnie w najgorszym możliwym świetle.

Szeptała ci do ucha kłamstwa, podsycała twoją niechęć, malowała mój portret czarną farbą A ty, Naciye, chłonęłaś to wszystko bezkrytycznie. Uwierzyłaś w jej wersję, bo tak było prościej Cavidan uśmiechnęła się gorzko, spoglądając gdzieś w dal, jakby wspominała wszystkie doznane krzywdy Naciye słuchała tego w osłupieniu.

Każde słowo było jak precyzyjne cięcie skalpela, odsłaniające prawdę, której nie chciała przyznać sama przed sobą Czuła się mała, winna i żałosna. A co najgorsze, czuła, że Cavidan ma rację.Po chwili milczenia, która zdawała się trwać wieczność, Cavidan ponownie skupiła na niej swój wzrok Jej twarz złagodniała, a uśmiech, który się na niej pojawił, był teraz inny – szeroki, niemal ciepły, choć w jego głębi wciąż czaił się chłód – Ale wiesz co? – dodała z lekkim, niemal radosnym westchnieniem.

– Może to wszystko było potrzebne Może los musiał nas doprowadzić do tego właśnie punktu. Przed nami jeszcze, jeśli Bóg da, długie życie Może uda nam się zacząć od nowa. Tak naprawdę, od zera. Kiedy Kuzey i moja Bahar się pobiorą, zostaniemy rodziną Prawdziwą rodziną. Będziemy babciami dla ich dzieci.

Wyobrażasz to sobie, Naciye? My, dwie przyjaciółki, patrzące, jak nasze wnuki bawią się razem w ogrodzie Uśmiech Cavidan stawał się coraz szerszy, niemal triumfalny. Była w nim obietnica, ale i ukryta groźba Była w nim wizja przyszłości, ale i świadomość, że ta przyszłość będzie budowana na jej warunkach Naciye wpatrywała się w nią z rosnącą konsternacją, z każdą sekundą czując coraz większy, lodowaty dyskomfort pełznący wzdłuż jej kręgosłupa Słowo „rodzina” z ust tej kobiety brzmiało jak wyrok.

W normalnej sytuacji, jeszcze wczoraj, jeszcze kilka godzin temu, wybuchnęłaby Zaczęłaby krzyczeć, że to niedorzeczne, że nigdy nie zgodzi się na ślub Kuzeya z Bahar, że ma natychmiast opuścić jej dom razem ze swoją córką intrygantką Ale teraz… teraz nie mogła.

Po tym, co wydarzyło się w tym mrocznym, cichym lesie, po tym, jak patrzyła na nieruchome ciało Alpera leżące na wilgotnej ziemi, była bezsilna Tamten las stał się jej więzieniem, a Cavidan, świadek jej upadku, trzymała klucz do jego bram Trzymała ją w garści, a jej uścisk był mocny, pewny i bezwzględny. Naciye zrozumiała to z przerażającą jasnością Była w pułapce.

A jedyną osobą, która mogła ją z niej “uratować”, była kobieta, której nienawidziła i bała się najbardziej na świecie Taras skąpany był w złotym, leniwym świetle późnego popołudnia. Ciepło dnia powoli ustępowało miejsca łagodnemu chłodowi nadchodzącego wieczoru Bahar siedziała na wygodnym, wiklinowym fotelu, z podwiniętymi pod siebie nogami, i wpatrywała się w postać przechadzającą się powoli przy lazurowej tafli basenu Kuzey. Samo jego imię brzmiało w jej myślach jak melodia. Promienie słońca tańczyły na powierzchni wody, rzucając migotliwe refleksy na jego twarz i sylwetkę, tworząc wokół niego aurę niemal nierealną

Nie potrafiła oderwać od niego wzroku. Obserwowała każdy jego ruch, każdy gest, z fascynacją, która graniczyła z uwielbieniem Dostrzegała, jak idealnie skrojona, biała koszula opina się na jego silnych ramionach, gdy wkładał ręce do kieszeni spodni Widziała, jak każdy jego krok emanuje spokojem, pewnością siebie, niemal władczą gracją, która była dla niego tak naturalna, jak oddychanie Sposób, w jaki odgarniał włosy z czoła, w jaki marszczył brwi w zamyśleniu, w jaki jego usta wykrzywiały się w ledwie zauważalnym uśmiechu – wszystko to składało się na obraz mężczyzny idealnego, bohatera wyrwanego z kart romantycznej powieści

Była tak pogrążona w tej cichej kontemplacji, tak pochłonięta marzeniami, które rozkwitały w jej sercu z nową, nieśmiałą siłą, że nie usłyszała, gdy za jej plecami, cicho jak cień, pojawiła się jej matka Cavidan poruszała się z bezszelestną zwinnością kota, a jej spojrzenie natychmiast odnalazło obiekt fascynacji córki Na jej ustach pojawił się uśmiech – uśmiech pełen satysfakcji i przebiegłości.– Zakochałaś się, córko? – szepnęła, a jej głos, tuż przy uchu Bahar, był miękki, niemal pieszczący, ale jednocześnie niósł w sobie nutę triumfu

Bahar drgnęła gwałtownie, jakby została wyrwana z głębokiego snu. Serce podskoczyło jej do gardła, a na policzki momentalnie wypłynął gorący rumieniec – Co? Nie… Mamo, przestraszyłaś mnie – wymamrotała, odwracając szybko wzrok od basenu, jakby została przyłapana na czymś nagannym – Po prostu… po prostu się zamyśliłam. Słuchałam śpiewu ptaków.

Miłość i nadzieja odc. 260: Gonul zaprasza Sedę do swojego domu!

Cavidan zaśmiała się cicho Był to śmiech wiedzącej wszystko matki, która nie daje się zwieść nieporadnym wymówkom dziecka Podeszła bliżej i oparła dłonie na ramionach córki, lekko je ściskając.– Nie musisz się przede mną ukrywać, moje dziecko Widzę to w twoich oczach. Widzę, jak na niego patrzysz.

To ten sam wzrok, którym ja kiedyś patrzyłam na twojego ojca Pełen nadziei, marzeń i… pożądania.Bahar milczała, czując, jak rumieniec na jej twarzy staje się jeszcze bardziej intensywny Słowa matki, tak bezpośrednie i celne, uderzyły w sam środek jej uczuć, których sama przed sobą nie chciała jeszcze w pełni nazwać – Już niedługo, moja droga – mówiła dalej Cavidan, a w jej oczach pojawił się dziwny, niemal gorączkowy błysk Jej głos zniżył się do konspiracyjnego szeptu. – Już bardzo niedługo. Gdy wyjdziesz za Kuzeya, będziesz mogła wpatrywać się w niego codziennie

Przez cały dzień. I to z bardzo, bardzo bliska. Będziesz budzić się obok niego, zasypiać w jego ramionach Będziesz panią tego domu, panią jego serca i… panią jego fortuny.Cavidan przerwała, a jej uścisk na ramionach Bahar stał się mocniejszy, bardziej natarczywy Pochyliła się jeszcze niżej, tak że jej usta niemal dotykały ucha córki.

– Ocalisz nas, Bahar – wyszeptała z pasją, która aż wibrowała w jej głosie – Siebie i mnie. Zapewnisz nam przyszłość, o jakiej zawsze marzyłyśmy. Koniec z niepewnością, koniec z byciem na czyjejś łasce To twoja szansa. Nasza szansa. Nie możesz jej zmarnować.

Po tych słowach Cavidan wyprostowała się, puściła ramiona córki i odeszła bez słowa więcej, zostawiając za sobą echo swoich ambitnych, przepełnionych desperacją szeptów Zniknęła w drzwiach prowadzących do salonu, pozostawiając Bahar samą, z rozdygotanym sercem i burzą myśli w głowie Dziewczyna siedziała nieruchomo przez dłuższą chwilę. Słowa matki odbijały się echem w jej umyśle „Ocalisz nas”. To brzmiało jak misja, jak wielki ciężar, ale jednocześnie… jak obietnica Spojrzała jeszcze raz na Kuzeya, który teraz stał na skraju basenu i rozmawiał przez telefon W jej oczach, które przed chwilą były pełne jedynie dziewczęcego zadurzenia, teraz pojawił się nowy, nieśmiały blask

To nie była już tylko fascynacja. To była kalkulacja.Może mama ma rację. Może ten sen, który wydawał się tak odległy i nierealny, jest na wyciągnięcie ręki Może to małżeństwo nie musi być tylko transakcją, jak to początkowo postrzegała.

Może z czasem… może on naprawdę ją pokocha? A nawet jeśli nie, wizja życia u jego boku, w tym pięknym domu, z dala od wszelkich trosk finansowych, była niezwykle kusząca Nadzieja, dotąd krucha i niepewna, zaczęła kiełkować w jej sercu z nową, zaskakującą siłą Była to nadzieja podszyta ambicją, podsycona przez matkę, ale żywa i coraz bardziej realna Bahar wzięła głęboki oddech. Gra się rozpoczęła, a ona właśnie zrozumiała, jaka jest jej rola Hülya obserwowała matkę od samego rana i z każdą kolejną godziną jej niepokój narastał To nie była ta sama Naciye, którą znała.

Jej matka, zazwyczaj energiczna, głośna i bezpośrednia, teraz poruszała się po domu jak duch Chodziła bez celu z pokoju do pokoju, jej kroki były nerwowe i pospieszne, jakby przed czymś uciekała Co chwilę przystawała, ściskając nerwowo dłonie, a jej spojrzenie było puste, utkwione w jakimś niewidzialnym punkcie Unikała wzroku córki, a kiedy Hülya próbowała nawiązać rozmowę, odpowiadała zdawkowo, monosylabami, siląc się na obojętny ton, który był tak nienaturalny, że aż bolesny Hülya czuła, że coś pękło.

Coś złego wydarzyło się po tym, jak matka wybiegła wczoraj z domu, by śledzić Cavidan Cierpliwość dziewczyny w końcu się wyczerpała. Nie zamierzała dłużej milczeć i przyglądać się tej cichej agonii Znalazła matkę w salonie, stojącą przy oknie i wpatrującą się w ogród bez wyrazu Postanowiła działać.

– Mamo, co się stało? – zapytała, starając się, by jej głos brzmiał ostrożnie, ale jednocześnie stanowczo Nie chciała jej atakować, ale musiała poznać prawdę. – Wiem, że wczoraj, po tym jak wyszłaś z domu, coś się wydarzyło Śledziłaś Cavidan, prawda? Sama mi to powiedziałaś, zanim wybiegłaś. Co zobaczyłaś? Naciye drgnęła, słysząc pytanie córki.

Przez chwilę nie odwracała się od okna, jakby zbierała siły, by stawić czoła temu przesłuchaniu – Nic szczególnego – odpowiedziała w końcu, a jej głos był stłumiony i pozbawiony emocji – Tak jak myślałam, spotkała się z Alperem. Rozmawiali. Kłócili się. Potem… on zaczął jej grozić Domagał się pieniędzy. Był agresywny, podły.

Ta kobieta… – Naciye zawahała się, a jej głos lekko się załamał, co nie uszło uwadze Hülyi – Ona niczemu nie była winna, Hülya. Była ofiarą. Ofiarą tego drania.Hülya zmarszczyła brwi Słowa matki były tak absurdalne, tak sprzeczne z wszystkim, co mówiła do tej pory, że przez chwilę pomyślała, że się przesłyszała – Co ty mówisz? Mamo, o czym ty opowiadasz? – Jej głos nabrał tonu niedowierzania – Przecież od tygodni powtarzasz, że Cavidan to diabeł wcielony, intrygantka, która chce zniszczyć naszą rodzinę Jeszcze wczoraj rano twierdziłaś, że jest największym złem, jakie nas spotkało i że trzeba ją jak najszybciej wyrzucić z tego domu

A teraz? Nagle stajesz w jej obronie?.– Bo myliłam się co do niej – odparła Naciye, w końcu odwracając się od okna Jej twarz była blada i ściągnięta. Unikała bezpośredniego kontaktu wzrokowego z córką – Tak naprawdę Cavidan ma dobre serce. My… my ją źle oceniłyśmy. Byłyśmy niesprawiedliwe Oskarżałyśmy ją bezpodstawnie, karmiąc się uprzedzeniami.

Zobaczyłam na własne oczy, jak ten człowiek ją traktował Była przerażona.– Mamo, błagam cię. – Hülya podeszła bliżej, jej frustracja rosła – To nie ma żadnego sensu.

Co takiego się stało, że w ciągu kilku godzin zmieniłaś zdanie o sto osiemdziesiąt stopni? Co takiego zobaczyłaś albo usłyszałaś, co sprawiło, że kobieta, którą nazywałaś wężem, nagle stała się w twoich oczach aniołem? – Mówię przecież, że nic się nie stało! – rzuciła nerwowo Naciye, a w jej głosie po raz pierwszy pojawiła się nuta paniki Machnęła ręką, jakby chciała odgonić natrętne pytania. – Widziałam to, co widziałam Zrozumiałam swój błąd. Daj już spokój, proszę.– Nie. – Hülya nie zamierzała odpuszczać Jej instynkt podpowiadał jej, że matka coś ukrywa, coś strasznego.

– Nie dam spokoju Coś się wydarzyło. Widzę to po tobie. Jesteś wrakiem człowieka. Trzęsiesz się, nie możesz znaleźć sobie miejsca Mamo, powiedz mi prawdę. – Jej głos złagodniał, stał się niemal błagalny. – Cokolwiek to jest, przejdziemy przez to razem Ale muszę wiedzieć.

Co się takiego stało, że ty i Cavidan, dwie największe rywalki, nagle zostałyście przyjaciółkami? Naciye przez długą chwilę milczała. Jej zaciśnięte usta, napięta do granic możliwości twarz, drżące palce, które bezwiednie skubały materiał sukienki – wszystko w niej krzyczało o panice i całkowitym zagubieniu Patrzyła na córkę z mieszaniną strachu i desperacji.

Chciała jej powiedzieć, chciała zrzucić z siebie ten potworny ciężar, ale słowa więzły jej w gardle Jak mogłaby wyznać własnemu dziecku, że była świadkiem śmierci, że pomogła ukryć zbrodnię? – Mówię ci, że nic… – zaczęła znowu tym samym, łamiącym się głosem, ale urwała w pół słowa Jej oczy rozszerzyły się w nagłym przypływie nowej fali strachu, jakby właśnie zdała sobie sprawę z kolejnego zagrożenia – Gdzie jest Kuzey? Muszę z nim porozmawiać.

Pytanie o brata w tej chwili wydawało się Hülyi dziwne, ale jednocześnie uświadomiło jej, że musi przekazać matce kolejną złą wiadomość Zniżyła głos, jakby obawiała się, że ściany mają uszy.– Z nim właśnie mamy problem, mamo I to duży problem. – Hülya wzięła głęboki oddech. – Bahar wszystko mu powiedziała Naciye wpatrywała się w nią, nie rozumiejąc. – Co mu powiedziała?.– Wszystko. Że próbowała się zabić z twojego powodu Że zaoferowałaś jej pieniądze, żeby zniknęła z jego życia i wyjechała.

Powiedziała mu o całej naszej intrydze Kuzey wie o wszystkim.Cisza, która zapadła w pokoju, była gęsta jak mgła, ciężka i złowroga Dla Naciye była to wiadomość jak cios obuchem w głowę. Kolejny, po wydarzeniach z lasu Poczuła, jak nogi odmawiają jej posłuszeństwa.

Powoli osunęła się na najbliższy fotel, ciężko opadając na miękkie obicie, jakby nagle straciła wszystkie siły Jej twarz, już blada, teraz przybrała odcień kredy. Oczy rozszerzyły się z przerażenia W jednej chwili wszystkie jej problemy – Alper, Cavidan, a teraz gniew Kuzeya – połączyły się w jeden gigantyczny, przytłaczający monolit grozy – Chciał od razu z tobą porozmawiać – kontynuowała cicho Hülya, widząc reakcję matki – Był wściekły. Nigdy nie widziałam go w takim stanie.

Powiedziałam mu, że bardzo źle się czujesz i że śpisz po zażyciu leków Zyskałam trochę czasu, ale on nie odpuści. Będzie chciał wyjaśnień. Mamo… co my teraz zrobimy? Naciye nie odpowiedziała. Siedziała nieruchomo, wpatrując się w pustkę. Po raz pierwszy od bardzo dawna – naprawdę nie wiedziała, co powiedzieć Każda ścieżka, którą mogłaby pójść, wydawała się prowadzić prosto w przepaść.

Seda czuła, jak resztki nadziei, które pokładała w swoim bracie, Levecie, ulatują niczym dym Obiecał, że znajdzie Zeynep, że wyjaśni sprawę, że pomoże, ale dni mijały, a on wciąż powtarzał te same, puste frazesy o cierpliwości Zrozumiała, że jeśli chce sprawiedliwości – a jej wersja sprawiedliwości była mroczna i ostateczna – musi wziąć sprawy w swoje ręce Gniew i poczucie krzywdy były paliwem, które napędzało ją do działania.

Jej celem stała się Gonul, matka Zeynep Wierzyła, że to ona jest kluczem, źródłem siły jej rywalki. Postanowiła ją obserwować Wieczorem, pod osłoną zapadającego zmroku, zakradła się pod jej dom. Był to mały, schludny budynek z niewielkim ogródkiem, emanujący ciepłem i spokojem – wszystkim tym, czego Seda w swoim życiu nie miała Przycupnęła w cieniu krzewów rosnących pod oknem kuchennym, czując się jak drapieżnik polujący na ofiarę Przez lekko uchylone okno mogła obserwować Gonul, która krzątała się po kuchni. Kobieta poruszała się z cichą, smutną gracją

Seda widziała, jak z czułością miesza w jednym garnku fasolę w sosie, a w drugim gotuje się pilaw z pomidorami Z kuchni unosił się ciepły, domowy zapach – zapach miłości, troski i… tęsknoty. Ten widok, zamiast wzbudzić w Sedzie litość, tylko spotęgował jej nienawiść Widziała w tym obrazie wszystko, co zostało jej odebrane.

Po chwili Gonul odstawiła łyżkę, wytarła ręce w fartuch i sięgnęła po leżący na blacie telefon Wybrała numer, a potem, po krótkim wahaniu, zaczęła nagrywać wiadomość głosową. Seda wytężyła słuch, starając się wychwycić każde słowo Głos Gonul był miękki, przepełniony bezbrzeżną nadzieją i matczyną miłością, która łamała serce – Zeynep, kochanie… To ja, mama.

– Gonul mówiła cicho, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy – Ugotowałam twoją ulubioną fasolkę i pilaw pomidorowy. Dokładnie tak, jak lubisz Pamiętasz, jak zawsze prosiłaś, żebym ci je robiła? Wiem, że je uwielbiasz. Chciałam zjeść, ale… nie potrafię jeść sama Nic mi nie smakuje bez ciebie. Jeśli przyjdziesz, zjemy razem.

Obiecuję, nie będę na nic naciskać, nie będę o nic pytać Po prostu posiedzimy razem. Czekam na ciebie, kochanie. Bardzo na ciebie czekam.Seda słuchała tej wiadomości z zaciśniętymi zębami Każde czułe słowo Gonul było dla niej jak wbity w serce gwóźdź. Nienawidziła tej kobiety za jej miłość do Zeynep Nienawidziła Zeynep za to, że ma taką matkę.

W jej głowie zaczął rodzić się plan Diaboliczny, okrutny, ale w jej mniemaniu – ostatecznie sprawiedliwy.W tym samym czasie, w zupełnie innej części miasta, Zeynep i Cihan siedzieli w przytulnej, gwarnej włoskiej restauracji Blask świec tańczył na ich twarzach, a w powietrzu unosił się zapach czosnku, bazylii i świeżo pieczonego chleba Cihan opowiadał jakąś zabawną anegdotę z pracy, a Zeynep śmiała się szczerze, po raz pierwszy od wielu dni czując się beztrosko i lekko Kelner właśnie przyniósł kolejne dania – parującą pastę dla Cihana i risotto dla niej

Zeynep wzięła kilka kęsów, ale nagle odłożyła widelec i zerknęła na swój telefon, który zawibrował na stole Na jej twarzy pojawił się chłód.– Mama zostawiła mi wiadomość – powiedziała sucho, a jej dobry nastrój prysł jak bańka mydlana – Odsłuchaj ją.

Może to coś ważnego – zachęcił ją łagodnie Cihan, widząc zmianę w jej nastroju – Nie chcę – odparła hardo, odsuwając telefon. – Wciąż jestem na nią wściekła. Za wszystko Za to, że mi nie uwierzyła, za to, że stanęła po stronie ojca. Nie mam ochoty z nią rozmawiać Cihan westchnął i odłożył swój widelec. Spojrzał na nią ciepło i ze zrozumieniem.– Wiem, jak to jest Doskonale cię rozumiem. Ja też byłem zły na moją mamę. Wiele razy.

Kłóciliśmy się o głupoty, o poważne sprawy Czasem nie odzywałem się do niej tygodniami. Myślałem, że mam rację, że to ona musi pierwsza wyciągnąć rękę A potem… – głos mu się lekko załamał, a w jego oczach pojawił się cień smutku – potem nagle jej zabrakło Odeszła tak szybko, że nie zdążyłem się pożegnać.

I wiesz czego najbardziej żałowałem? Nie wielkich, niewypowiedzianych rzeczy Żałowałem, że nie powiedziałem jej kilku prostych, głupich słów. Że nie zapytałem, jak minął jej dzień Że nie podziękowałem za obiad. Teraz tęsknię nawet za jej złością, za jej kazaniami Może warto posłuchać. Choćby z czystej ciekawości. Nic cię to nie kosztuje.

Jego słowa, pełne szczerego bólu i mądrości płynącej ze straty, trafiły w czuły punkt Zeynep przez chwilę wahała się, walcząc ze swoją dumą i urazą. W końcu, niechętnie, sięgnęła po telefon i odtworzyła wiadomość Słuchała w milczeniu, a jej twarz pozostawała nieruchomą maską. Starała się ukryć jakiekolwiek emocje, które mogłyby zdradzić, jak bardzo poruszyły ją słowa matki – I co powiedziała? – zapytał cicho Cihan, gdy wiadomość się skończyła.

– Że ugotowała moje ulubione dania Fasolkę i pilaw pomidorowy. I zaprasza mnie na obiad – odpowiedziała cicho, starając się, by jej głos brzmiał obojętnie Cihan uśmiechnął się szeroko.– No proszę! Czyli mamy coś wspólnego. Uwielbiam fasolę i pilaw Moja mama robiła najlepszy na świecie. Zawsze z dużą ilością zeszklonej cebuli.

Chodź, podrzucę cię do domu – Ale ja już jestem najedzona – zaprotestowała szybko Zeynep. – Zjadłam chyba za dużo tego risotto – Nie musisz nic jeść, Zeynep – powiedział łagodnie Cihan. – Twoja mama nie zaprosiła cię dlatego, że jest głodna Ona po prostu chce cię zobaczyć. Chce poczuć twoją obecność.

Wspólny stół to jeszcze nie jest pojednanie Nie musisz jej wybaczać od razu. Ale czasem sama obecność wystarczy, żeby dać komuś oddech, dać nadzieję Moja mama zawsze mówiła, że dopiero wtedy, gdy sam zostanę rodzicem, zrozumiem, ile znaczy tęsknota matki za dzieckiem – Moja powtarza dokładnie to samo – Zeynep uśmiechnęła się smutno po raz pierwszy – Pomyśl o niej teraz – kontynuował Cihan.

– Siedzi sama przy stole, patrzy na te dwa garnki i czeka Wierzy, że zaraz cię zobaczy. Jej serce bije teraz szybciej z nadziei. Nie zawiedź jej Nie pozwól, by ta nadzieja zgasła.Zeynep milczała przez dłuższą chwilę, wpatrując się w płomień świecy Słowa Cihana, połączone z obrazem matki samotnie czekającej w kuchni, przełamały w końcu jej opór Westchnęła cicho, poddając się.

– Dobrze, przekonałeś mnie – powiedziała w końcu, podnosząc na niego wzrok – Zabierz mnie do niej. A skoro tak bardzo lubisz fasolkę… może nawet usiądziesz z nami do stołu? – Nigdy nie odmawiam dobrej fasoli i pilawu – mrugnął do niej z uśmiechem, a Zeynep poczuła, jak kamień, który od dawna nosiła w sercu, staje się odrobinę lżejszy Gonul skończyła nakrywać do stołu.

Dwa talerze, dwa komplety sztućców, dwie szklanki Wszystko przygotowane z nadzieją, że to drugie miejsce za chwilę nie będzie już puste Przeszła do salonu i jej wzrok padł na stojącą na komodzie fotografię w srebrnej ramce Podeszła i wzięła ją do ręki. Zdjęcie zostało zrobione kilka lat temu, podczas letnich wakacji Uchwycono na nim moment czystego, nieskrępowanego szczęścia – ona i Zeynep, obie roześmiane, beztroskie, obejmujące się na tle błękitnego morza Gonul długo wpatrywała się w tę fotografię, przesuwając kciukiem po uśmiechniętej twarzy córki, jakby chciała z tego zamrożonego w czasie obrazu wydobyć siłę i nadzieję na powrót tamtych dni

Na chwilę zamknęła oczy, przyciskając zimne szkło ramki do serca, szepcząc cichą modlitwę W tym samym czasie, gdy Gonul pogrążona była we wspomnieniach, Seda, cicho jak cień, zrealizowała swój mroczny plan Wykorzystując chwilę nieuwagi, przemykała do kuchni.

Jej serce waliło jak oszalałe, ale w oczach płonęła zimna determinacja Podeszła do kuchenki, gdzie wciąż stały garnki z ciepłym jeszcze jedzeniem. Zapach fasoli i pomidorów, który dla Gonul był zapachem nadziei, dla Sedy był zapachem zemsty Rozejrzała się nerwowo, upewniając się, że jest sama.

Z kieszeni płaszcza wyciągnęła niewielką, szklaną buteleczkę z bezbarwnym, przejrzystym płynem Substancja bez smaku i zapachu – idealna trucizna. Jej dłonie drżały, ale zdołała odkręcić małą zakrętkę Z przerażającą precyzją wlała całą zawartość do garnka z fasolą, a resztki do pilawu Zło w najczystszej postaci, niewidoczne i śmiertelne, ukryte w ciepłym, domowym posiłku, symbolu matczynej miłości Szybko schowała pustą buteleczkę z powrotem do kieszeni. Już miała się wycofać.

Stąpała lekko, na palcach, niemal bezszelestnie, jak duch Ostrożnie postawiła jedną nogę za próg kuchni, jej ciało było już prawie w korytarzu, w bezpiecznym cieniu… gdy nagle za jej plecami rozległ się głos Głos zdezorientowany, ale czujny i stanowczy.– Kim jesteś? Co ty tu robisz?!.Seda zastyga w bezruchu Krew odpłynęła jej z twarzy, a serce zamarło w piersi.

Czuła, jak lodowaty pot spływa jej po plecach Została przyłapana. Powoli, z ociąganiem, jakby każdy ruch sprawiał jej fizyczny ból, odwróciła się Gonul stała w drzwiach prowadzących z salonu do korytarza. W jej dłoni wciąż tkwiło zdjęcie Zeynep Patrzyła na Sedę z mieszaniną zdumienia, strachu i podejrzliwości.

Ich spojrzenia skrzyżowały się w gęstej, naelektryzowanej ciszy Napięcie, które zawisło między nimi, można było ciąć nożem. W jednej chwili cichy, spokojny dom zamienił się w scenę konfrontacji, której wynik był nie do przewidzenia Następnego dnia.Sceneria w kuchni Gonul zmieniła się diametralnie.

Seda, która jeszcze poprzedniego wieczoru była przerażonym intruzem przyłapanym na gorącym uczynku, teraz swobodnie krzątała się po pomieszczeniu Nie wyglądała już jak złodziejka czy napastniczka. Wręcz przeciwnie, poruszała się z pewnością siebie i swobodą, jakby była mile widzianym gościem, a może nawet tymczasową lokatorką W jej ruchach nie było już śladu ostrożności ani pośpiechu z poprzedniej nocy.

Była w nich pewność siebie kogoś, kto czuje się jak u siebie w domu Podeszła do szafki pod zlewem, w której znajdowały się kosze na odpady. Otworzyła ją z nonszalanckim gestem i spojrzała w dół W jednym z koszy, na samym wierzchu, leżała stwardniała, wyrzucona resztka wczorajszej fasoli i pilawu – tej samej potrawy, do której z taką determinacją dodała trucizny Na widok zmarnowanego jedzenia twarz Sedy stwardniała. Jej plan się nie powiódł.

Gniew i frustracja na chwilę przemknęły przez jej oczy Z szuflady obok, tej z przyborami kuchennymi, wyciągnęła mały, ostry nóż do warzyw Przez chwilę trzymała go w dłoni, obracając go i jakby ważąc jego ciężar. Odbicie światła mignęło na stalowym ostrzu W jej oczach pojawiła się chłodna, nieugięta determinacja.

– To się dziś skończy, Zeynep – szepnęła do siebie z zaciśniętymi zębami, a jej głos był jadowitym sykiem – Wczoraj ci się udało. Ale dziś już nie uciekniesz. Pozbędę się ciebie na zawsze W tym samym momencie, jakby w odpowiedzi na jej mroczną przysięgę, zza drzwi dobiegł odgłos kroków zbliżających się do kuchni Reakcja Sedy była błyskawiczna.

Nienawiść zniknęła z jej twarzy, zastąpiona przez maskę niewinności i łagodności Szybko odłożyła nóż na blat, obok deski do krojenia, i przybrała postawę osoby, która właśnie miała zamiar przygotować sobie śniadanie Do kuchni weszła Gonul. Na jej twarzy malowało się zmęczenie po źle przespanej nocy, ale na widok Sedy jej oblicze natychmiast się rozjaśniło – Ach, jesteś tutaj – powiedziała z wyraźną, niemal matczyną ulgą w głosie.

– Już myślałam, że wyszłaś Bałam się, że odeszłaś bez słowa, po tym wszystkim, co cię spotkało.– Nie, jestem tutaj – odpowiedziała Seda, obdarzając ją jednym ze swoich najlepiej wyćwiczonych, sztucznych uśmiechów Sięgnęła po stojący na blacie dzbanek z wodą i nalała sobie do szklanki. Jej ruchy były spokojne i naturalne – Chciałam się tylko napić.

Widzę, że wyrzuciłaś ten pysznie pachnący pilaw i fasolę Szkoda.Gonul westchnęła ciężko, a na jej twarz powrócił smutek.– Tak. Przygotowałam je dla mojej córki, dla Zeynep Napisała, że przyjdzie. Czekałam na nią. Długo czekałam. Ale… nie przyszła. W końcu, późno w nocy… wyrzuciłam wszystko Straciłam apetyt.

– Obraziła się na ciebie? – zapytała Seda, udając współczucie i ciekawość, jednocześnie sondując sytuację – Tak. I to bardzo – przyznała cicho Gonul.– A co się między wami stało, jeśli mogę zapytać? Wygląda pani na bardzo zmartwioną – To długa, bolesna historia… – Gonul spuściła wzrok, nie chcąc wchodzić w szczegóły Po chwili podniosła głowę i spojrzała na Sedę z troską.

– Ale widzę, że ty też nic wczoraj nie zjadłaś Musisz być głodna.– Jak mogłam cokolwiek przełknąć? – odpowiedziała Seda, a jej głos nabrał drżących, przekonujących tonów ofiary – Do teraz nie mogę uwierzyć, że udało mi się uciec przed tym draniem i jakimś cudem trafić tutaj Sama nie wiem, jakim cudem się uratowałam… Byłam w szoku.

I jeszcze tak bardzo cię wystraszyłam, wiem Tak mi przykro. Wpadłam tu jak szalona, nie wiedziałam, co robię.Jej kłamstwo, które wymyśliła naprędce poprzedniego wieczoru – historia o ucieczce przed agresywnym prześladowcą – okazało się na tyle przekonujące, że zdobyło serce i współczucie dobrej, niczego nie podejrzewającej Gonul Gonul pokręciła głową ze współczuciem, całkowicie kupując jej historię.

– Dziecko, nie przepraszaj W takich sytuacjach człowiek potrafi zrobić wszystko, żeby przetrwać. Masz pełne prawo do strachu i szoku Nie myśl o tym. Idź teraz do pokoju gościnnego, odpocznij. Wyglądasz na wyczerpaną Ja w tym czasie przygotuję nam jakieś porządne śniadanie. Musisz zjeść.

Seda przywdziała swój najłagodniejszy, niemal anielski uśmiech – Dziękuję. Jest pani bardzo, bardzo dobra – powiedziała miękko, a w jej głosie brzmiała fałszywa wdzięczność – Nie wiem, jak będę mogła się pani odwdzięczyć.Odwróciła się i powoli wyszła z kuchni, kierując się do pokoju, który wskazała jej Gonul Jednak gdy tylko zniknęła za rogiem, z dala od spojrzenia swojej dobrodziejki, jej twarz znów stężała Maska uprzejmości opadła, odsłaniając oblicze czystej, zimnej nienawiści.

Wiedziała, że zyskała zaufanie Gonul Zyskała dostęp do jej domu. A to oznaczało, że zyskała też dostęp do Zeynep. Plan nie powiódł się za pierwszym razem, ale teraz miała nową, jeszcze lepszą okazję Była wewnątrz twierdzy. I nie zamierzała jej opuścić, dopóki nie dokończy tego, co zaczęła Niepokój, który od rana drążył serce Hülyi, w końcu przerodził się w panikę. Dziwne, nerwowe zachowanie matki, jej absurdalna i nagła obrona Cavidan, a do tego druzgocąca wiadomość o gniewie Kuzeya – wszystko to tworzyło obraz nadciągającej katastrofy

Hülya czuła, że sama nie udźwignie tego ciężaru. Nie potrafiła już dłużej tłumić swoich obaw Musiała z kimś porozmawiać, a jedyną osobą, która mogła coś zrobić, był Kuzey. Postanowiła działać, zanim będzie za późno Znalazła go w jego gabinecie, przeglądającego jakieś dokumenty.

Nie zważając na formalności, weszła bez pukania – Bracie, musimy porozmawiać. Pilnie. – Mówiła szybko, z przejęciem, podchodząc do jego biurka – Z mamą dzieje się coś bardzo złego.Kuzey podniósł wzrok znad papierów. Widząc wzburzenie na twarzy siostry, natychmiast odsunął dokumenty na bok i skupił na niej całą swoją uwagę – Co się dzieje, Hülya? Mów spokojnie.

– Jego głos był opanowany, ale w oczach pojawił się wyraźny niepokój – Chodzi o to, co zrobiła Bahar? Już ci mówiłem, że zajmę się tym, jak tylko….– Nie, nie o to To znaczy, o to też, ale jest coś jeszcze. Coś gorszego. – Hülya wzięła głęboki oddech, próbując uporządkować myśli – Mama jest niespokojna, rozkojarzona… chodzi po domu jak cień.

Jestem pewna, że coś przed nami ukrywa Coś strasznego.– Ukrywa? Co dokładnie masz na myśli? – Kuzey zmarszczył brwi, jego twarz wyrażała coraz większe zaniepokojenie – Wczoraj śledziła Cavidan. Sama mi się do tego przyznała, zanim wyszła.– Po co? – zapytał ostro, wstając zza biurka – Dlaczego w ogóle miałaby to robić? W co wy znowu się wpakowałyście?.

– Bo dowiedziała się, że Cavidan i ten jej dawny znajomy, Alper, potajemnie się spotykają Mama była przekonana, że oni coś knują. Że może planują coś przeciwko tobie, przeciwko firmie Poszła za Cavidan, żeby się przekonać, co się dzieje. I wiesz, co mi dzisiaj powiedziała? – Hülya spojrzała na brata z desperacją – Twierdzi, że widziała na własne oczy, jak Alper groził Cavidan i żądał od niej pieniędzy – I co w tym dziwnego? – Kuzey wzruszył ramionami.

– Ten typ to znany oszust i szantażysta To do niego podobne.– Właśnie to jest dziwne! – wykrzyknęła niemal Hülya.

– To, że nagle zmieniła front! Jeszcze wczoraj rano mówiła, że Cavidan to wcielone zło i największe zagrożenie, a teraz, po tym spotkaniu w lesie, powtarza w kółko, że Cavidan jest niewinna, że jest ofiarą i że to Alper jest winny wszystkiemu Kuzey, ona jej broni! Broni Cavidan! Coś musiało się tam wydarzyć! Coś, co ją przeraziło albo… albo czym Cavidan ją szantażuje Ale ona nic nie chce powiedzieć… Zamurowała się.Kuzey słuchał uważnie, a jego twarz stawała się coraz bardziej ponura Przeszedł przez pokój i spojrzał przez okno, zbierając myśli.

Informacje, które przekazała mu siostra, były niepokojące i nielogiczne Coś się nie zgadzało. Dyskretnie rozejrzał się po korytarzu, jakby chciał się upewnić, że nikt ich nie podsłuchuje Gdy się odwrócił, zniżył głos:.– Dlaczego nic mi o tym nie mówiliście wcześniej? Czemu znów działacie za moimi plecami? Ile razy mam prosić, żebyście informowały mnie o takich rzeczach? – Bracie, znasz mamę. – Głos Hülyi był pełen bezsilności.

– Gdy sobie coś wbije do głowy, nie da się jej zatrzymać Próbowałam ją powstrzymać, ale nie słuchała. A teraz… naprawdę się o nią martwię To nie jest do niej podobne. Ten strach w jej oczach… to nie jest tylko strach przed twoim gniewem z powodu Bahar To coś znacznie gorszego.Kuzey przez chwilę milczał, analizując sytuację.

Jego umysł pracował na najwyższych obrotach, próbując połączyć wszystkie elementy tej układanki: szantażysta Alper, intrygantka Cavidan i teraz przerażona, dziwnie zachowująca się matka – Dobrze… – westchnął w końcu, podejmując decyzję. – Zróbmy tak. Miej ją na oku. Nie spuszczaj z niej wzroku, obserwuj, czy nie spotyka się z Cavidan Ja teraz muszę jechać na bardzo pilne spotkanie w firmie, którego nie mogę odwołać Ale jak tylko wrócę, zajmę się tym osobiście.

Porozmawiam i z matką, i z Cavidan Dowiem się, co się stało. Obiecuję.– Tylko się pospiesz, Kuzey – powiedziała cicho Hülya, a w jej głosie słychać było autentyczne przerażenie – Błagam cię, pospiesz się. Mam bardzo złe przeczucia. Czuję, że stoimy na krawędzi czegoś strasznego

Related Posts

Wichrowe Wzgórze odc. 253: Selma myśli, że Eren ma romans!

Kiymet po raz kolejпy rozgrywa swoją iпtrygę z diabelską precyzją. Tym razem jej plaп trafia w cel prosto w serce syпowej. Gdy Selma przypadkiem dostrzega пa telefoпie…

Miłość i nadzieja odc. 272: Sila odzyskuje wspomnienia!

Bυleпt trzyma telefoп przy υchυ, a w jego głosie wyczυwalпa jest пarastająca wściekłość. — Co ty właściwie próbυjesz osiągпąć, Goпυl? — mówi ostrym toпem. — Rozpowiadasz, że…

Akacjowa 38 odcinek 686: Szokujące wyznanie Teresy. Niemy świadek zagraża Úrsuli

Akacjowa 38 odciпek 686: Szokυjące wyzпaпie Teresy. Niemy świadek zagraża Úrsυli.Teresa odzyskυje przytomпość i składa zezпaпia, które wprawiają wszystkich w osłυpieпie – Cayetaпa пajpierw próbowała ją zabić,…

“Akacjowa 38”. Strażacy wydobywają Pabla spod gruzu

W пajпowszym odciпkυ serialυ „Akacjowa 38” пapięcie sięga zeпitυ, gdy strażacy podejmυją dramatyczпą akcję ratυпkową, aby wydobyć Pabla spod grυzυ. Wydarzeпia te wstrząsają całą społeczпością, a emocje…

Miłość i nadzieja: Tak będą wyglądały zaręczyny Bahar i Kuzeya. Nie przestanie kochać Sili

Miłość i пadzieja, odciпek 272: Tak będą wyglądały zaręczyпy Bahar i Kυzeya. Nie przestaпie kochać Sili W 272 odciпkυ tυreckiego serialυ “Miłość i пadzieja” Bahar i Kυzey…

Akacjowa 38: “Zabiję Cię!” – Analiza Ostatnich Chwil i Brutalnej Śmierci Úrsuli Dicenty

“Zabiję Cię!” – Aпaliza Ostatпich Chwil i Brυtalпej Śmierci Úrsυli Diceпty.Sojυsz zrodzoпy z пieпawiści mυsiał zakończyć się śmiercią W ostateczпej, brυtalпej koпfroпtacji, Úrsυla Diceпta popełпiła jedeп, fatalпy…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *