
„Miłość i nadzieja” – odcinek 261 – szczegółowe streszczenie
Pielęgniarka karmi Silę, która siedzi na łóżku, lekko oparta o poduszki. Dziewczyna patrzy w zamyśleniu przed siebie.
– Mam siostrę… ma niebieskie oczy – mówi cicho, jakby do siebie. – Przyjdzie do mnie, prawda?
– Oczywiście – odpowiada łagodnie pielęgniarka. – Na pewno wkrótce cię odwiedzi.
– A jeśli nie wróci? Co wtedy powiem tacie? – W głosie Sili pojawia się lęk, a jej spojrzenie staje się niepewne. – Bahar to dobra dziewczyna. Jest jak anioł. Ale boi się ciemności. I samotności.
– Dalej, kochanie, zjedz trochę – pielęgniarka podaje jej kolejną łyżkę zupy. – Twoja siostra na pewno chciałaby, żebyś była silna i najedzona.
Sila posłusznie otwiera usta i przełyka zupę, ale nie przestaje szeptać pod nosem imienia siostry, jakby próbując ją przywołać myślami.
Gonul wnosi śniadanie na tacy i stawia je przed Sedą, która siedzi zawinięta w koc na wersalce. Następnie sama siada obok niej.
– Zasnęłaś wcześnie wczoraj – zauważa.
– Tak… Byłam wykończona – odpowiada Seda cicho. – A ty przyjęłaś mnie pod swój dach, choć nawet mnie nie znałaś. Dziękuję ci za to, Gonul.
– Nie ma za co. Czasem każdemu potrzebna jest pomoc. No dalej, jedz, zanim herbata wystygnie.
Po chwili ciszy Gonul wraca do sprawy, która nie daje jej spokoju:
– Nie zdążyłam zapytać wczoraj. Co się stało z twoim narzeczonym?
Seda spuszcza wzrok i wzdycha ciężko:
– To już mój były narzeczony. Zerwałam zaręczyny. Groźby, szantaże… Było coraz gorzej. W pewnym momencie moje życie zamieniło się w koszmar.
– A twoi rodzice? Gdzie są?
– W naszym rodzinnym mieście. Nie wiedzą, co się dzieje.
– Nie powiedziałaś im?
– Zaręczyłam się w tajemnicy. Bałam się, że nie zgodzą się na ten związek. I wygląda na to, że mieli rację… – Seda wzrokiem zatrzymuje się na zdjęciu stojącym na półce. – To twoja córka?
– Tak – odpowiada Gonul z delikatnym uśmiechem. – Zeynep.
– Nie odwiedza cię? – pyta Seda, nie kryjąc ciekawości.
– Kiedyś tu mieszkała, ale teraz wpada tylko od czasu do czasu. Tak czy inaczej, jedz. Nie pozwól, żeby herbata ostygła.
Gonul wychodzi z pokoju. Gdy tylko drzwi się zamykają, uśmiech znika z twarzy Sedy.
– Boże… – szepcze z irytacją. – Skoro Zeynep już tu nie mieszka, to gdzie? Właśnie, kiedy myślałam, że wreszcie się jej pozbędę, wszystko zaczyna się sypać.
Seda wbija spojrzenie w drzwi, za którymi zniknęła Gonul. W jej oczach pojawia się coś niepokojącego.
Cavidan, trzymając Naciye w szachu, bezceremonialnie rozkazuje:
– Zrób mi kawę.
Naciye, choć w środku aż się gotuje, bez słowa rusza do kuchni. Stawia rondel na palniku, wsypuje kawę i w milczeniu miesza ją łyżeczką. Ciszę przerywa głos Cavidan – pozornie spokojny, lecz podszyty chłodną presją:
– Rozmawiałaś już ze swoim synem?
– O czym niby? – Naciye rzuca przez ramię, jakby nie chciała wiedzieć, do czego zmierza rozmowa.
– O ślubie Kuzeya i Bahar. – Cavidan patrzy na nią uważnie. – W końcu to w twoim interesie, żeby twój sekret nie wyszedł na jaw.
– Jeszcze z nim nie rozmawiałam – odpowiada cicho Naciye. – Poza tym sama wiesz, jaki jest Kuzey. Choćbym mówiła mu sto razy, i tak zrobi po swojemu.
Cavidan marszczy brwi, w jej głosie pojawia się zniecierpliwienie:
– Czy tak się umawiałyśmy? Dlaczego mnie wystawiasz? Wiesz doskonale, że jeśli twoja zbrodnia wyjdzie na jaw, ja też stracę wszystko. Nie zostawiłam cię wtedy. Nie uciekłam, kiedy to się stało. Stałam za tobą, milczałam, chroniłam cię. Więc teraz ty zrobisz to, co każę. Porozmawiasz z Kuzeyem. Dziś.
Naciye milczy, ale jej twarz blednie. Skinieniem głowy potwierdza, że zrozumiała. Podaje Cavidan filiżankę z parującą kawą i dzbanuszek mleka.
W tym samym momencie w drzwiach kuchni staje Hülya. Widok jej matki, usłużnie